To, co wydarzyło się w ostatnich dniach, pokazuje więcej o kondycji państwa niż wszystkie konferencje prasowe razem wzięte. Oto w kraju, który od lat powtarza, że jest „praworządny”, „europejski” i „neutralny światopoglądowo”, zakonnika – w dodatku jednego z najbardziej rozpoznawalnych redemptorystów – wzywa się do prokuratury na 8 grudnia. Dokładnie w dzień, w którym Radio Maryja kończy 34 lata istnienia. Dokładnie w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. I dokładnie w ten jedyny dzień, który dla tego środowiska jest czymś więcej niż datą w kalendarzu – jest symbolem powstania dzieła, które zmieniło życie setek tysięcy ludzi.
Ale nie, nie ma w tym absolutnie żadnej symboliki. Przypadek. Zbieg okoliczności. Po prostu prokuratura tak „akurat” wybrała termin. Jak przy zakazie stadionowym: jest mecz w niedzielę o 18:00, to kibic meldować się musi o 17:30 w komisariacie. Tak teraz wygląda „równość wobec prawa”: stawcie się, ojcze, bo tak trzeba. Przecież można przejechać pół Polski, Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk, to przecież młody, zdrowy, dynamiczny człowiek – jakże to inaczej nazwać, jeśli nie groteską.
To nie pierwszy raz. Najpierw wezwana dyrektor ds. finansowych Fundacji „Lux Veritatis”. Potem o. Jan Król w sprawie Muzeum „Pamięć i Tożsamość”. Teraz kolej na kolejne nazwisko. Zadziwiająca sekwencja działań – jakby ktoś odhaczał kolejne punkty na liście. Muzeum związane z osobą św. Jana Pawła II to przecież przeszkoda. Kłopot. Nie pasuje do układanki. Przypomina o wartościach, których dziś wypada się wstydzić. I nagle okazuje się, że władza nie tylko nie ukrywa niechęci – ona ją po prostu wdraża w procedury.
W tle mamy raport Zespołu Wspierania Radia Maryja, który w sposób absolutnie jednoznaczny pokazuje, że cała narracja o rzekomych nieprawidłowościach to konstrukcja bez fundamentów. Papierowy domek. Próba zbudowania afery tam, gdzie nawet nie ma przeciągu. A jednak medialne młoty poszły w ruch. Wystarczy insynuacja, by rozpędzić machinę, która nie szuka prawdy, ale ofiary. I jak to zwykle bywa – najłatwiej uderzyć w tych, którzy stoją przy dziele, a nie przy partii, funduszu ani układzie.
Muzeum „Pamięć i Tożsamość” – projekt, który miał opowiadać o korzeniach tego narodu – stało się celem, bo pamięć i tożsamość to dziś najbardziej niewygodne słowa. Nie poprawne. Nie modne. Nie do zaakceptowania dla tych, którzy chcą pisać historię od nowa. A żeby zniszczyć instytucję, najpierw trzeba uderzyć w ludzi. Wykreować wrażenie, że są podejrzani. Że „coś musi być na rzeczy”. I tak powoli buduje się atmosferę, w której winą staje się samo istnienie.
Nie trzeba niczego udowodnić. Wystarczy wrażenie. Wystarczy cień sugestii. Wystarczy medialny nagłówek oparty na insynuacji. To jest metoda: nie walczy się z argumentem, walczy się z człowiekiem. Tak próbuje się przymknąć Radio Maryja, tak próbuje się osłabić Telewizję Trwam, tak próbuje się rozbić instytucje, które nie chcą płynąć z prądem „progresu”.
Władza może udawać, że to nie represja, tylko „rutynowe czynności”. Ale nikt rozsądny nie uwierzy, że wezwanie zakonnika do prokuratury na 8 grudnia – dzień narodzin całego toruńskiego dzieła – jest przypadkiem. Tak właśnie władza mówi bez słów: „możemy”. A robi to nie przeciwko jednemu człowiekowi, lecz przeciw wspólnocie. Bo uderzenie w ludzi, którzy tworzą dzieło, to uderzenie w tych, którzy z tego dzieła korzystają.
Warto zapamiętać, bo to nie jest koniec. Bo jeśli dziś wzywa się do prokuratury duchownego w rocznicę istnienia jego własnego medium – jutro można wezwać kogokolwiek z nas. Dokładnie tak: od mediów zaczyna się demontaż wolności. Gdy instytucje pamięci są traktowane jak problem, to znaczy, że państwo już nie zarządza historią, ale ją redaguje. Pod siebie. Pod bieżące interesy.
Nie zaklinajmy rzeczywistości: to nie jest spór o procedurę. To nie jest problem „dokumentów”. To jest walka o to, czy w Polsce będzie przestrzeń dla pamięci, która nie jest zgodna z linią polityczną władzy. Jeśli pozwolimy, by ludzi zatrzaskiwano w drzwiach prokuratury tylko dlatego, że stoją przy projekcie niechcianym przez establishment – jutro obudzimy się w kraju, w którym wyrwać można każdą instytucję, każde dzieło, każdego człowieka.
Historia pokazała wiele razy: najłatwiej uderzyć w tych, którzy milczą. Dlatego ten wpis jest formą sprzeciwu. I przypomnieniem, że nie ma wspólnoty bez pamięci, nie ma cywilizacji bez tożsamości, i nie ma wolności bez prawa do obrony własnych dzieł przed politycznym kneblem.