Dokąd zmierza synod?

Od kilku lat słowo „synod” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Jedni widzą w nim wielką szansę odnowy Kościoła, inni źródło głębokiego niepokoju. Jedni mówią o nowym otwarciu, inni o niebezpiecznym eksperymencie. Niezależnie jednak od zajmowanego stanowiska trudno zaprzeczyć, że proces synodalny uruchomił debatę, która wykracza daleko poza kwestie organizacyjne. W rzeczywistości dotyczy ona samego rozumienia Kościoła, jego misji, jego relacji do świata oraz jego wierności Chrystusowi.

Przygotowując serię podcastów „Dokąd zmierza synod?”, nie chciałem skupiać się wyłącznie na emocjach ani na medialnych nagłówkach. Interesowało mnie przede wszystkim pytanie, czy kierunek proponowany przez współczesny proces synodalny pozostaje w zgodzie z tym, czego Kościół nauczał przez dwa tysiące lat. Właśnie dlatego sięgnąłem do dokumentów, wypowiedzi papieży oraz historii Kościoła. Im głębiej wchodziłem w ten temat, tym częściej wracało do mnie przekonanie, że nie jest to spór o procedury, lecz o tożsamość.

Pierwszy odcinek poświęcony był pytaniu o samą naturę synodalności. W oficjalnych dokumentach bardzo często pojawiają się słowa takie jak słuchanie, rozeznawanie i dialog. Same w sobie nie budzą sprzeciwu. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynają funkcjonować w oderwaniu od prawdy objawionej. Kościół od początku swojego istnienia słuchał wiernych, ale nigdy nie uważał, że źródłem Objawienia jest opinia większości. Apostołowie nie organizowali konsultacji społecznych na temat Zmartwychwstania Chrystusa. Głosili prawdę, którą otrzymali. Dlatego pierwsze pytanie, które postawiliśmy, brzmiało: czy synod ma pomagać Kościołowi lepiej głosić Ewangelię, czy też stopniowo przekształcać Ewangelię pod wpływem oczekiwań współczesnego świata?

Drugi odcinek dotyczył relacji między synodalnością a Tradycją. Historia Kościoła pokazuje, że każde pokolenie stawało przed pokusą uznania siebie za mądrzejsze od poprzednich. Tymczasem katolicyzm wyrasta z przekonania, że prawda została powierzona Kościołowi jako depozyt, a nie jako materiał do nieustannego przerabiania. W wielu środowiskach coraz częściej można usłyszeć, że Tradycja jest przeszkodą w dialogu ze światem. To bardzo niebezpieczne myślenie. Tradycja nie jest kotwicą ciągnącą Kościół w dół. Jest kompasem, który pozwala odróżnić rozwój od zagubienia kierunku. Bez niej każda kolejna epoka tworzyłaby własną wersję chrześcijaństwa. Wtedy Kościół przestałby być wspólnotą pamięci, a stałby się jedynie organizacją reagującą na zmieniające się trendy.

Trzecia część serii koncentrowała się na pytaniu o granice dialogu. Współczesna kultura bardzo często stawia dialog ponad prawdą. Liczy się rozmowa, spotkanie, wymiana doświadczeń. Wszystko to jest potrzebne, ale tylko wtedy, gdy prowadzi do odkrycia tego, co prawdziwe. Dialog nie może stać się substytutem Objawienia. Nie może zastąpić Ewangelii. Nie może również prowadzić do sytuacji, w której każda opinia zyskuje taki sam autorytet jak nauczanie Kościoła. Historia chrześcijaństwa pokazuje, że największe kryzysy rodziły się właśnie wtedy, gdy próbowano rozmyć granice pomiędzy prawdą a błędem. Kościół nie istnieje po to, aby prowadzić niekończący się dialog z samym sobą. Istnieje po to, aby prowadzić ludzi do Chrystusa.

Czwarty odcinek był próbą odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule całej serii. Dokąd właściwie zmierza synod? Odpowiedź nie jest prosta. W procesie synodalnym uczestniczą ludzie o bardzo różnych wizjach Kościoła. Jedni pragną głębszego zaangażowania świeckich i odnowy życia wspólnotowego. Inni otwarcie postulują zmiany, które jeszcze kilka dekad temu byłyby uznane za niemożliwe do pogodzenia z katolicką doktryną. To właśnie dlatego tak ważna jest czujność. Historia pokazuje, że kryzysy nie zaczynają się od jednego spektakularnego wydarzenia. Zaczynają się od stopniowego przesuwania granic, od zmiany języka, od zastępowania jasnych pojęć terminami nieostrymi i wieloznacznymi. Synod może stać się narzędziem autentycznej odnowy, ale może również stać się przestrzenią, w której coraz trudniej będzie odróżnić rozwój od zerwania z dotychczasowym nauczaniem.

Dlatego całą serię zakończyłem opowieścią o Diogenesie z Synopy. Nie dlatego, że starożytny filozof miał odpowiedzi na współczesne problemy Kościoła. Chodziło o symbol człowieka, który nie przestaje zadawać pytań. Człowieka, który przechadza się przez synodalne sale z zapaloną latarnią i mówi: „Tradycjonalistów szukam”. Nie szuka ludzi zapatrzonych w przeszłość. Szuka ludzi przekonanych, że prawda nie zmienia się wraz z kalendarzem. Szuka ludzi pamiętających, że Kościół nie należy do nas. Nie jesteśmy jego właścicielami. Jesteśmy jedynie strażnikami skarbu, który otrzymaliśmy od poprzednich pokoleń.

To właśnie tutaj znajduje się najważniejsza odpowiedź na pytanie o przyszłość synodu i przyszłość Kościoła. Przyszłość nie należy do tych, którzy najgłośniej mówią o zmianie. Przyszłość należy do tych, którzy potrafią odróżnić rozwój od rewolucji, odnowę od zerwania i dialog od relatywizmu. Kościół przetrwał dwa tysiące lat nie dlatego, że podążał za każdą modą swoich czasów. Przetrwał dlatego, że pozostał wierny Temu, który powiedział: „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą”.

I właśnie dlatego pytanie „Dokąd zmierza synod?” pozostaje tak ważne. Bo w rzeczywistości jest to pytanie o to, czy Kościół będzie nadal prowadził świat do Chrystusa, czy też pozwoli, aby świat coraz mocniej wyznaczał kierunek Kościołowi.

pakjp pakjp pakjp pakjp gadaitoto pakjp pakjp