Dzieci anektowane przez system

Czy wiesz, że w Polsce uchwalono prawo, które pozwala 13-latkowi na korzystanie z pomocy psychologa bez wiedzy i zgody rodziców? Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak to się dzieje – tu i teraz.

W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” mówię jasno i bez ogródek: to nie troska o dobro dziecka. To systemowy demontaż rodziny. Pod płaszczykiem opieki i nowoczesności odbiera się rodzicom prawo do bycia obecnymi w życiu własnych dzieci.

Nie chodzi tylko o jedną ustawę. Chodzi o cały mechanizm ideologiczny, który rozbija więzi, podważa autorytet rodziców i wpycha dzieci w ramiona systemu.

Jeśli zależy Ci na przyszłości Twojego dziecka, jeśli wierzysz w siłę rodziny i nie chcesz milczeć wobec cichego totalitaryzmu – przeczytaj ten tekst do końca. Poniżej znajdziesz pełną treść wywiadu opublikowanego 3 lipca 2025 r. na łamach „Naszego Dziennika”. To lektura obowiązkowa dla każdego rodzica, nauczyciela i obywatela.

ROZMOWA z dr. Arturem Dąbrowskim, prezesem Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej
Rozmawiał Rafał Stefaniuk

Sejm przegłosował ustawę, która pozwala 13-latkowi korzystać z pomocy psychologa bez wiedzy i zgody opiekuna. Czy to przekroczenie cywilizacyjnych standardów?
– To jest zdecydowane przekroczenie granic zdrowego rozsądku, nie mówiąc już o standardach. I to nie są puste słowa – tu chodzi o bardzo konkretną odpowiedzialność i elementarny porządek relacji rodzinnych. Mamy do czynienia z decyzją ustawodawcy, która odbiera rodzicom podstawowe prawo: do wiedzy i troski o własne dziecko. To nie jest krok w stronę troski o nastolatków, to jest ruch wymierzony w fundament rodziny jako wspólnoty odpowiedzialności. Mówimy przecież o 13-latku, dziecku, które jest jeszcze na etapie intensywnego rozwoju emocjonalnego, często podatnym na chwilowe kryzysy, naciski rówieśnicze czy wpływ ideologii. A teraz – zgodnie z tą ustawą – może wejść w kontakt z dorosłym specjalistą, z którym będzie omawiać najbardziej intymne kwestie psychiczne bez wiedzy rodziców. I nie tylko bez ich zgody, ale wręcz wbrew niej, jeśli zajdzie taka potrzeba. To już nie jest troska – to jest uzurpacja.

To jest odbieranie dziecka rodzicom w sferze emocjonalnej?
– Mamy więc sytuację, w której rodzic odpowiada za wszystko – za edukację, wychowanie, za szkody wyrządzone przez dziecko innym osobom – ale nie ma prawa wiedzieć, że jego własne dziecko jest w procesie psychoterapii. Nie wie, jakie informacje trafiają do dokumentacji medycznej. Nie wie, z kim dziecko rozmawia. Nie ma wpływu na to, jak te rozmowy odbiją się na jego rozwoju. I to nie jest przesada – bo z psychologiem rozmawia się nie tylko o problemach, ale również o emocjach, relacjach, tożsamości. A jeżeli w tym procesie zabraknie korekty, którą może dać tylko bliska osoba dorosła – rodzic – to mamy otwartą drogę do chaosu. Ten przepis to nie reforma. To narzędzie do dalszego demontażu więzi rodzinnych.

To miękki totalitaryzm?
– I owszem – można to nazwać miękkim totalitaryzmem. Bo jeśli rodzina przestaje być pierwszym miejscem wsparcia, a staje się jedynie jednostką ewidencyjną, to cofamy się do logiki znanej z systemów, które nigdy nie powinny zaistnieć, a tym bardziej wrócić do debaty publicznej.

Zwrócił Pan też uwagę na informacje, które dziecko poddane ukrytej terapii może przekazywać. Gdzie Pan widzi zagrożenie?
– To fundamentalne zagrożenie dla struktury społecznej, jaką jest rodzina. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Jeśli dziecko – 13-, 14-, 15-letnie – może przekazywać wrażliwe informacje o swoim życiu, stanie psychicznym, problemach domowych bez wiedzy rodziców, to znaczy, że ktoś świadomie otwiera drzwi do najintymniejszych przestrzeni rodziny. A stamtąd już bardzo blisko do sytuacji, w której te informacje zaczną wypływać do urzędników, do instytucji, do systemów, które nie mają ani serca, ani głowy do tego, by rozumieć indywidualne dramaty. Ustawodawcy, którzy tak chętnie wymachują Konstytucją, zapomnieli, co ta Konstytucja naprawdę mówi – kto wychowuje dziecko, kto decyduje o jego dobru.

Jaki jest tego cel?
– To, co obserwujemy, to nie przypadek – to element większego planu. Bardzo precyzyjnego, metodycznego, ideologicznie spójnego. Plan ten polega na jednym: na systematycznym demontowaniu roli rodzica. I jeśli ktoś nie chce tego widzieć, to albo nie rozumie, w jakiej rzeczywistości żyje, albo cynicznie udaje.

Jako doświadczony pedagog czy uważa Pan, że możliwa jest skuteczna terapia psychologiczna dziecka bez udziału i wsparcia jego najbliższych?
– Absolutnie nie. Kto twierdzi inaczej, ten albo nie zna realiów pracy z dziećmi, albo celowo ignoruje elementarne zasady psychologii rozwojowej. Dziecko funkcjonuje przede wszystkim w rodzinie – to ona jest jego naturalnym środowiskiem, pierwszą przestrzenią bezpieczeństwa i zaufania. Nie da się skutecznie prowadzić terapii w oderwaniu od tego kontekstu. Każdy pedagog, każdy psycholog, który zna realia pracy z młodymi ludźmi, wie, że bez współpracy z rodzicami, bez ich obecności i zaangażowania żaden proces nie będzie kompletny – a najczęściej po prostu się nie uda.

Porozmawiajmy o kolejnym, niezwykle istotnym aspekcie rozwoju dziecka i błędzie tej ustawy. Czy naprawdę można oczekiwać, że 13-latek będzie w stanie samodzielnie wybrać specjalistę, który faktycznie mu pomoże? Przecież to decyzja o ogromnym znaczeniu – wybór odpowiedniego psychologa czy terapeuty to kluczowy moment w całym procesie pomocy.
– Jaką realną świadomość świata ma 13-latek? Jakie ma rozeznanie w rzeczywistości, w niuansach ludzkich kompetencji? Z całym szacunkiem dla młodego wieku, który przecież każdy z nas kiedyś przechodził, to nie jest moment, w którym dziecko jest wystarczająco dojrzałe, by samodzielnie podejmować tak odpowiedzialne decyzje. Takie dziecko, choć bystre i wrażliwe, dopiero wchodzi w etap dojrzewania. Jego emocje są jeszcze rozedrgane, myśli nieukształtowane, a samoświadomość często płynna i krucha. Nie chodzi o to, by odbierać mu głos – ale o to, by ten głos wspierać mądrym, doświadczonym przewodnictwem. I to właśnie zapewniają rodzice.

Pociągnijmy tę kwestię: jeśli nastolatek będzie zapisywał się do psychologa w tajemnicy przed rodzicami, to skąd właściwie weźmie wiedzę o tym, do kogo się udać? Czy nie z nowego przedmiotu szkolnego „nauka o zdrowiu”? Czy może z grup na Facebooku prowadzonych przez środowiska ideologicznie zaangażowane?
– Tak – i to w zasadzie już się dzieje. Widzimy, że cały ten proces idzie w bardzo konkretnym kierunku: rodziców spycha się poza margines zarówno edukacyjny, jak i wychowawczy. Kompetencje wychowawcze są przejmowane przez państwo, a właściwie przez środowiska, które realizują konkretny projekt ideologiczny. Trzeba to powiedzieć wprost – oni naprawdę chcą sięgnąć po nasze dzieci. To nie jest żadne nadużycie, to nie jest teoria spiskowa. To jest polityka faktów dokonanych. Młody człowiek żyje dziś w ogromnym stopniu w przestrzeni wirtualnej – i właśnie tam czekają na niego dobrze przygotowane grupy, często finansowane z zagranicznych funduszy. To są środowiska przeszkolone, konsekwentne i bardzo sprawne komunikacyjnie. One nie oferują wiedzy opartej na rozsądku czy empirycznej analizie – one operują emocją, dążą do natychmiastowego efektu. A dla młodego człowieka, który szuka odpowiedzi, impuls emocjonalny często jest silniejszy niż rozsądek. I to właśnie jest problem: decyzje o ogromnym ciężarze emocjonalnym będą podejmowane przez dzieci pod wpływem treści z sieci – często zmanipulowanych, oderwanych od rzeczywistości, podsuwanych przez ludzi z jasnym celem ideologicznym.

Ale czy nie jest to głęboko niepokojące, że najpierw systematycznie rozbija się więzi rodzinne, podważa sens istnienia rodziny, a potem ci sami ludzie z udawanym zdumieniem pytają, dlaczego dzieci cierpią w samotności i trafiają do psychologów?
– Proszę zwrócić uwagę, że dominująca dziś psychologia, która zyskała status nowej doktryny wychowawczej, opiera się w znacznej mierze na założeniach sprzecznych z Dekalogiem, z katolicką nauką społeczną, szerzej – z chrześcijańską wizją człowieka. W jej fundamentach rezonują idee prosto z podręcznika Marksa: rodzina jako struktura opresyjna, dziecko jako autonomiczna jednostka, której trzeba „pomóc się wyzwolić” spod wpływu rodziców. I teraz mamy paradoks: 13-latek nie może legalnie kupić napoju energetycznego, ale już może, bez wiedzy i zgody rodziców, udać się do psychologa. Do osoby, która być może wcale nie będzie próbowała odbudować relacji rodzinnych, lecz przeciwnie – utwierdzi młodego człowieka w przekonaniu, że to właśnie dom jest źródłem jego problemów. Tak wygląda podważanie autorytetu ojca i matki metodą drobnych, ale systematycznych kroków. A skoro rodziców odsunięto, ktoś musi zająć ich miejsce: terapeuta, nauczyciel, influencer z TikToka albo ideolog od wychowania seksualnego opartego na neomarksistowskich tezach.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk