Święty Robert Bellarmin. Lekcja odwagi i wierności na czas kryzysu w Kościele

Są takie momenty w historii Kościoła, gdy wierni zaczynają zadawać pytania, których wcześniej nigdy nie musieli stawiać. Co zrobić, gdy w Kościele pojawia się zamieszanie? Jak zachować wierność Chrystusowi, gdy wokół trwa spór o doktrynę, liturgię, moralność i samą tożsamość katolicyzmu? Jak odróżnić autentyczny rozwój od niebezpiecznej deformacji? Gdzie przebiega granica między posłuszeństwem a współudziałem w błędzie?

Nie są to pytania nowe. Stawiali je chrześcijanie XVI wieku. Stawiali je wierni podczas kryzysu ariańskiego. Stawiali je katolicy żyjący w czasach wielkiej schizmy zachodniej. Stawiali je również ludzie epoki reformacji, gdy całe państwa odrywały się od Kościoła, a Europa pogrążała się w religijnym chaosie.

Właśnie wtedy pojawił się człowiek, którego znaczenie dla historii katolicyzmu trudno przecenić. Święty Robert Bellarmin. Kardynał, jezuita, doktor Kościoła, wybitny teolog, jeden z najważniejszych obrońców wiary katolickiej w okresie kontrreformacji. Nie był politykiem w sutannie ani komentatorem wydarzeń religijnych. Był człowiekiem, który rozumiał, że największym zagrożeniem dla Kościoła nie jest prześladowanie zewnętrzne, ale zamieszanie dotyczące prawdy.

Bellarmin żył w czasach, gdy wielu ludzi twierdziło, że należy zmienić nauczanie Kościoła, dostosować je do nowych realiów i pójść za duchem epoki. Brzmi znajomo. Także dzisiaj słyszymy, że doktryna musi się „rozwijać”, że trzeba „odczytywać znaki czasu”, że należy „otworzyć się na nowe perspektywy”. Problem polega na tym, że podobne hasła pojawiały się również w epoce reformacji. Wówczas także mówiono o konieczności dostosowania chrześcijaństwa do nowych oczekiwań społeczeństwa.

Bellarmin odpowiedział na to w sposób niezwykle prosty. Nie pytał najpierw, czego oczekuje świat. Pytał, czego nauczał Chrystus i co Kościół przekazywał przez wieki.

To właśnie dlatego pozostaje jednym z najważniejszych przewodników dla ludzi żyjących w czasach niepewności.

W swojej słynnej pracy De Romano Pontifice pozostawił słowa, które do dziś są cytowane przez teologów, historyków i kanonistów:

„Tak jak wolno przeciwstawić się papieżowi, który atakuje ciało, tak wolno przeciwstawić się temu, który atakuje dusze. Wolno mu się przeciwstawić przez odmowę wykonania jego poleceń.”

To zdanie jest często przywoływane przez różne środowiska. Jednak bardzo wielu ludzi zatrzymuje się właśnie w tym miejscu i nie czyta dalej. Tymczasem Bellarmin natychmiast dopowiada:

„Nie wolno jednak go sądzić, karać ani usuwać z urzędu, ponieważ są to akty przełożonego.”

W tych dwóch zdaniach znajduje się cała katolicka równowaga. Bellarmin nie proponuje rewolucji. Nie zachęca do tworzenia alternatywnego Kościoła. Nie nawołuje do buntu przeciwko hierarchii. Jednocześnie nie głosi ślepego posłuszeństwa, które wymagałoby zaakceptowania wszystkiego bez względu na zgodność z Tradycją i Objawieniem.

Jego stanowisko jest wymagające, ponieważ od wiernego wymaga dojrzałości. Łatwo jest krzyczeć przeciwko Kościołowi. Łatwo jest również zamknąć oczy na każdy problem. Znacznie trudniej jest zachować jednocześnie szacunek dla urzędu i bezkompromisową wierność prawdzie.

To właśnie ta postawa uczyniła Bellarmina wielkim świętym.

Dla niego punktem odniesienia nie były emocje, medialne narracje ani aktualne sympatie polityczne. Punktem odniesienia była niezmienna wiara Kościoła. Bellarmin był przekonany, że zadaniem katolika nie jest wymyślanie chrześcijaństwa na nowo. Zadaniem katolika jest przyjęcie depozytu wiary, zrozumienie go i przekazanie następnym pokoleniom.

Warto przypomnieć, że jego wielkie dzieło Disputationes de Controversiis Christianae Fidei powstało właśnie po to, aby wykazać ciągłość nauki katolickiej wobec błędów swoich czasów. Bellarmin nie budował nowej teologii. Pokazywał, że prawda istnieje niezależnie od mód i nacisków epoki.

Dzisiejszy człowiek często słyszy, że wszystko się zmienia. Zmieniają się normy moralne. Zmieniają się definicje małżeństwa. Zmieniają się poglądy społeczne. Zmieniają się oczekiwania wobec religii. W konsekwencji wielu zaczyna uważać, że również prawda powinna się zmieniać.

Bellarmin odpowiedziałby na to zapewne w sposób bardzo prosty. Rozwój nie oznacza zaprzeczenia własnym fundamentom. Dąb może rosnąć przez setki lat, ale nie przestaje być dębem. Człowiek może dojrzewać, ale nie przestaje być człowiekiem. Kościół może głębiej wyjaśniać prawdę, ale nie może nauczać czegoś przeciwnego temu, co otrzymał od Chrystusa.

Właśnie dlatego święty Robert Bellarmin pozostaje tak ważny dla współczesnych katolików. W epoce nieustannych debat przypomina, że nie wszystko, co nowe, jest postępem. Nie wszystko, co popularne, jest prawdą. Nie wszystko, co budzi aplauz świata, służy zbawieniu dusz.

Jego życie jest także przypomnieniem, że kryzys nie jest argumentem za opuszczeniem Kościoła. Przeciwnie. Kryzys jest wezwaniem do jeszcze większej wierności.

Bellarmin widział rozdarcie Europy. Widział odejścia całych narodów od katolicyzmu. Widział duchownych ulegających naciskom politycznym. Widział chaos doktrynalny swoich czasów. A jednak nie odpowiedział rozpaczą. Nie głosił końca Kościoła. Nie twierdził, że wszystko zostało stracone.

Wierzył bowiem w obietnicę Chrystusa:

„Bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18).

To zdanie nie oznacza, że w Kościele nie będzie kryzysów. Historia pokazuje coś dokładnie przeciwnego. Oznacza natomiast, że żaden kryzys nie ma ostatniego słowa. Ostatnie słowo należy do Chrystusa.

Dlatego odpowiedź Bellarmina na zamieszanie w Kościele jest zaskakująco aktualna. Nie polega na tworzeniu obozów. Nie polega na nieustannym śledzeniu kościelnych konfliktów. Nie polega na budowaniu własnej wersji katolicyzmu.

Polega na czymś znacznie bardziej wymagającym. Na poznawaniu wiary. Na studiowaniu katechizmu. Na czytaniu Ojców Kościoła. Na modlitwie. Na życiu sakramentalnym. Na zachowaniu trzeźwego osądu. Na odwadze mówienia prawdy.I na miłości do Kościoła nawet wtedy, gdy jego ludzka twarz jest poraniona przez błędy, słabości i grzechy.

Święty Robert Bellarmin nie zostawił nam programu rewolucji. Zostawił program wierności. A właśnie tego najbardziej potrzeba w czasach, gdy wielu ludzi bardziej ufa duchowi epoki niż Ewangelii, bardziej słucha komentatorów niż świętych i bardziej przejmuje się opinią świata niż sądem Boga.

Być może właśnie dlatego, po ponad czterystu latach, jego głos brzmi tak niezwykle aktualnie. Bo papieże przychodzą i odchodzą. Biskupi przychodzą i odchodzą. Teologiczne mody przychodzą i odchodzą. Ideologie przychodzą i odchodzą. Natomiast Chrystus pozostaje ten sam, a Kościół trwa nie dzięki geniuszowi ludzi, lecz dzięki Temu, który go założył.

I właśnie dlatego w czasach zamętu warto wrócić do Bellarmina. Nie po to, by znaleźć usprawiedliwienie dla buntu. Nie po to, by znaleźć argument dla milczenia. Ale po to, by nauczyć się tej trudnej sztuki, którą opanowali święci wszystkich epok: sztuki jednoczesnej wierności prawdzie i miłości do Kościoła.

pakjp pakjp pakjp pakjp gadaitoto pakjp pakjp