Promotor LGBT nagrodzony

Nie mam nic przeciwko temu, aby państwo doceniało osiągnięcia naukowe wybitnych badaczy. Nie sposób odmówić ks. prof. Adamowi Świeżyńskiemu dorobku akademickiego. Problem polega jednak na tym, że dla środowisk skupionych wokół Fundacji Wiara i Tęcza nie jest on przede wszystkim filozofem nauki ani profesorem uniwersyteckim. Jest symbolem określonej wizji Kościoła. Wizji, która dla wielu wiernych coraz bardziej przypomina próbę pogodzenia nauczania katolickiego z postulatami współczesnej rewolucji obyczajowej.

Nie jest przypadkiem, że w gratulacyjnym wpisie więcej miejsca poświęcono jego obecności podczas nabożeństw IDAHOBIT, obronie środowisk LGBT oraz współpracy z Wiarą i Tęczą niż jego publikacjom naukowym. To pokazuje, za co naprawdę jest ceniony przez te środowiska. Nie za metafizykę. Nie za filozofię przyrody. Nie za badania nad relacją wiary i rozumu. Jest ceniony za to, że swoim autorytetem kapłańskim legitymizuje działania grup, które od lat próbują wywierać presję na Kościół w kwestiach moralnych.

W tym miejscu pojawia się zasadnicze pytanie. Kto właściwie powierzył mu rolę reprezentanta Kościoła podczas wydarzeń organizowanych przez środowiska LGBT? Który biskup delegował go do pełnienia funkcji rzecznika tych środowisk? Kto upoważnił go do występowania w przestrzeni publicznej jako twarz katolicyzmu otwartego na postulaty, które pozostają w oczywistym napięciu z wielowiekowym nauczaniem Kościoła?

Przez lata słyszeliśmy, że Kościół powinien towarzyszyć każdemu człowiekowi. To prawda. Chrystus rozmawiał z celnikami, grzesznikami i Samarytanami. Nigdy jednak nie zacierał granicy między miłosierdziem a prawdą. Nigdy nie budował mostów kosztem Ewangelii. Nigdy nie sprawiał wrażenia, że Objawienie powinno dostosować się do oczekiwań świata.

Św. Paweł pisał do Tymoteusza:

„Albowiem przyjdzie chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań nazbierają sobie nauczycieli” (2 Tm 4,3).

To zdanie brzmi dziś wyjątkowo aktualnie. Coraz częściej nie oczekuje się od kapłana głoszenia tego, czego naucza Kościół. Oczekuje się, że będzie potwierdzał przekonania współczesnego człowieka. Że stanie się duchowym terapeutą kultury zamiast świadkiem Chrystusa.

Jeszcze mocniej brzmi ostrzeżenie św. Piusa X z encykliki Pascendi Dominici Gregis:

„Moderniści usiłują zniszczyć żywotne siły Kościoła nie od zewnątrz, lecz od wewnątrz”.

Nie twierdzę, że ks. Adam Świeżyński świadomie realizuje taki projekt. Faktem jest jednak, że jego publiczna działalność jest odbierana przez wielu wiernych jako element procesu przesuwania granic. Najpierw pojawia się obecność na wydarzeniu. Potem wspólna modlitwa. Następnie wspólne deklaracje. W końcu pojawia się pytanie, czy nauczanie Kościoła nie powinno zostać zmienione.

Niepokój budzi również fakt, że środowiska promujące postulaty LGBT bardzo często przedstawiają takich duchownych jako dowód, że „Kościół już się zmienia”. W ich narracji nie chodzi o duszpasterstwo. Chodzi o zmianę doktryny. Chodzi o zmianę języka moralnego. Chodzi o przebudowę katolickiej antropologii. Dlatego każdy kapłan stający się ikoną tych środowisk powinien mieć świadomość, do czego jego wizerunek jest wykorzystywany.

Benedykt XVI przestrzegał:

„Kościół nie jest nasz. Kościół jest Jego”.

To jedno zdanie rozstrzyga cały problem. Kapłan nie jest właścicielem Ewangelii. Profesor nie jest właścicielem doktryny. Nawet najbardziej uznany naukowiec nie otrzymał mandatu do korygowania Objawienia. Zadaniem duchownego nie jest dostosowywanie prawdy do ducha epoki, lecz pomaganie ludziom odkrywać prawdę, która została powierzona Kościołowi.

Dlatego dzisiaj nie chodzi o spór z jednym profesorem. Chodzi o pytanie, które staje przed całym Kościołem: czy mamy odwagę głosić prawdę również wtedy, gdy jest niepopularna? Czy też coraz bardziej będziemy nagradzać tych, którzy potrafią znaleźć kompromis między Ewangelią a oczekiwaniami świata?

Historia chrześcijaństwa pokazuje, że święci nie zdobywali uznania dlatego, że mówili to, co świat chciał usłyszeć. Zdobywali je dlatego, że byli gotowi ponosić konsekwencje głoszenia tego, czego świat słyszeć nie chciał. I właśnie dlatego ich głos przetrwał wieki, podczas gdy modne idee swoich czasów pozostały jedynie przypisem do historii.

pakjp pakjp pakjp pakjp gadaitoto pakjp pakjp