Największy skarb Kościoła

Żyjemy w czasach niezwykłego paradoksu. Człowiek współczesny potrafi wysłać sondę w kosmos, rozmawiać w czasie rzeczywistym z drugim końcem świata i zgromadzić w kieszeni więcej informacji niż posiadały największe biblioteki poprzednich epok. Jednocześnie coraz częściej nie potrafi odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące własnego życia. Wie niemal wszystko o świecie, ale coraz mniej wie o sobie samym. Potrafi zmierzyć odległość do gwiazd, lecz gubi drogę do własnego sumienia. W tym chaosie informacji, emocji i ideologii istnieje jednak rzeczywistość, która od dwóch tysięcy lat pozostaje niezmienna. Rzeczywistość, wokół której budowano katedry, dla której ginęli męczennicy, którą adorowali święci i której bronili papieże. Tą rzeczywistością jest Eucharystia – największy skarb Kościoła.

W przededniu uroczystości Bożego Ciała warto postawić pytanie, które wielu ludziom wydaje się oczywiste, a które w rzeczywistości decyduje o całym sposobie przeżywania wiary. Czym naprawdę jest Msza Święta? Czy jest jedynie spotkaniem wspólnoty? Czy jest religijnym zgromadzeniem, podczas którego wierzący słuchają Słowa Bożego i spożywają symboliczny posiłek? Czy może jest czymś znacznie większym, czymś tak wielkim, że żaden ludzki język nie jest w stanie tego do końca opisać? Odpowiedź Kościoła od wieków pozostaje jednoznaczna. Msza Święta jest przede wszystkim Ofiarą. Nie nową ofiarą, nie kolejnym ukrzyżowaniem Chrystusa, ale bezkrwawym uobecnieniem jedynej Ofiary Kalwarii. To właśnie dlatego katolicki ołtarz nie jest zwykłym stołem. To właśnie dlatego centrum świątyni nie stanowi scena, lecz miejsce Ofiary. To właśnie dlatego Kościół przez stulecia mówił o Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, a nie jedynie o zgromadzeniu wiernych.

Współczesny człowiek nie lubi słowa „ofiara”. Kultura konsumpcji nauczyła nas myślenia w kategoriach wygody, samorealizacji i nieustannego zaspokajania własnych potrzeb. Tymczasem chrześcijaństwo od początku mówiło językiem Krzyża. Mówiło o Bogu, który nie przyszedł po to, aby Go obsługiwano, ale aby służyć i oddać swoje życie za wielu. Mówiło o Odkupicielu, który nie zbawił świata za pomocą siły militarnej, politycznych wpływów czy ekonomicznej potęgi, lecz przez Ofiarę z samego siebie. Kiedy więc uczestniczymy we Mszy Świętej, nie przychodzimy na religijne przedstawienie ani na wydarzenie społeczne. Stajemy wobec tajemnicy, która przekracza historię. Stajemy pod Krzyżem. Stajemy obok Maryi i św. Jana. Stajemy wobec Chrystusa, który nieustannie ofiarowuje Ojcu samego siebie za zbawienie świata.

To właśnie tę prawdę przypominali papieże. Pius XII w encyklice „Mediator Dei” pisał, że Najświętsza Ofiara Ołtarza jest żywym przedstawieniem Ofiary Krzyża i że dzięki niej wierni uczestniczą w owocach Odkupienia. Nie jest więc przypadkiem, że gdy w historii Kościoła pojawiały się kryzysy wiary, bardzo często ich początkiem było osłabienie wiary eucharystycznej. Tam, gdzie przestawano patrzeć na Mszę Świętą jak na Ofiarę, tam stopniowo zanikała świadomość grzechu, potrzeba nawrócenia i rozumienie ceny, jaką Chrystus zapłacił za człowieka. Gdy znika Krzyż, bardzo szybko pojawia się religia wygodna, pozbawiona wymagań i pozbawiona mocy przemieniania ludzkiego życia.

Nieprzypadkowo święci byli ludźmi Eucharystii. Święty Jan Maria Vianney godzinami trwał przed tabernakulum. Święty Ojciec Pio przeżywał każdą Mszę Świętą tak, jakby stał bezpośrednio pod Krzyżem na Golgocie. Święty Tomasz z Akwinu, jeden z największych umysłów w historii chrześcijaństwa, wobec Eucharystii nie popisywał się swoją wiedzą, ale klękał i modlił się słowami „Adoro Te devote” – „Uwielbiam Cię nabożnie, Bóstwo ukryte”. Im bardziej człowiek poznawał tajemnicę Eucharystii, tym bardziej odkrywał, że znajduje się wobec rzeczywistości nieskończenie większej od siebie.

Bo Eucharystia nie jest symbolem. Symbol wskazuje na rzeczywistość, która znajduje się gdzie indziej. Eucharystia natomiast jest rzeczywistością. Jest obecnością. Jest samym Chrystusem. Dlatego święty Ignacy Antiocheński nazywał ją lekarstwem nieśmiertelności. Dlatego święty Cyryl Jerozolimski nauczał, że pod postacią chleba otrzymujemy prawdziwe Ciało Chrystusa, a pod postacią wina Jego prawdziwą Krew. Dlatego święty Jan Chryzostom pytał wiernych, czy widząc Pana na ołtarzu, mogą jeszcze myśleć, że znajdują się jedynie na ziemi. Ojcowie Kościoła nie mieli wątpliwości. Wiedzieli, że w Eucharystii spotykają samego Boga.

Właśnie dlatego uroczystość Bożego Ciała posiada tak głęboki sens. Nie jest ona jedynie piękną tradycją zakorzenioną w kulturze naszych miast i wsi. Nie jest folklorem religijnym ani sentymentalnym wspomnieniem dawnych czasów. Kiedy Kościół wychodzi z Najświętszym Sakramentem na ulice, daje światu świadectwo swojej wiary. Mówi współczesnemu człowiekowi, że Chrystus nie jest zamknięty w podręcznikach historii ani w muzeum religijnych wspomnień. Jest obecny. Jest Królem. Jest Panem historii. Jest Tym, któremu należy się miejsce nie tylko w świątyni, ale również w życiu społecznym, kulturze, rodzinie i sumieniu każdego człowieka.

Nie bez powodu procesje Bożego Ciała budzą czasem sprzeciw tych środowisk, które chciałyby zepchnąć religię do sfery prywatnej. Eucharystia przypomina bowiem prawdę niewygodną dla współczesnego świata. Przypomina, że człowiek nie jest ostateczną miarą wszystkiego. Przypomina, że istnieje prawda większa od naszych opinii i pragnień. Przypomina, że ponad polityką, ideologiami i modami kulturowymi stoi Chrystus, który powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.

Dlatego największym problemem współczesnego Kościoła nie jest brak pieniędzy, wpływów czy medialnej popularności. Największym problemem jest utrata zachwytu nad Eucharystią. Jest przyzwyczajenie. Jest rutyna. Jest sytuacja, w której człowiek przechodzi obok tabernakulum tak, jakby przechodził obok zwykłego mebla. Tymczasem właśnie tam znajduje się największy skarb Kościoła. Nie w dokumentach. Nie w strukturach. Nie w statystykach. Nie w budynkach. W tabernakulum.

Jeżeli chcemy odnowić Kościół, musimy wrócić do Eucharystii. Jeżeli chcemy odnowić rodziny, musimy wrócić do Eucharystii. Jeżeli chcemy ocalić własne życie duchowe pośród hałasu współczesnego świata, musimy wrócić do Eucharystii. Tam bowiem znajduje się źródło siły świętych, źródło odwagi męczenników i źródło nadziei, której świat nie może dać ani odebrać.

W uroczystość Bożego Ciała tysiące ludzi wyjdą na ulice za monstrancją. Będą śpiewać pieśni, sypać kwiaty i uczestniczyć w procesjach. Dobrze jednak pamiętać, że istotą tego święta nie są kwiaty, baldachimy czy dekoracje. Istotą jest Chrystus. Ten sam Chrystus, który dwa tysiące lat temu oddał życie na Krzyżu. Ten sam Chrystus, który pozostał z nami w Najświętszym Sakramencie. Ten sam Chrystus, który każdego dnia czeka na człowieka w ciszy tabernakulum. I właśnie dlatego Eucharystia pozostaje największym skarbem Kościoła. Nie dlatego, że Kościół tak twierdzi, ale dlatego, że w Eucharystii posiada nie coś, lecz Kogoś. Posiada samego Chrystusa.

pakjp pakjp pakjp pakjp gadaitoto pakjp pakjp