Krzyż pod izraelskim młotem

Są obrazy, które trwają kilka sekund, ale zostają w człowieku znacznie dłużej niż tysiące komentarzy, analiz i politycznych komunikatów. Właśnie takim obrazem jest nagranie z Libanu, na którym izraelski żołnierz bierze do ręki młot i zaczyna uderzać nim w wizerunek Chrystusa na krzyżu. Nie wygląda na człowieka działającego w chaosie walki. Nie wygląda na przypadkowego przechodnia ogarniętego emocją chwili. Widać raczej pewność ruchu, spokojne działanie i całkowity brak wahania. Podnosi młot i uderza. Potem kolejny raz. I jeszcze raz. Nie w metalową konstrukcję wojskową. Nie w symbol państwa. Nie w propagandowy billboard. Uderza w Chrystusa na krzyżu.

I właśnie dlatego nie wolno tego zamknąć w jednym zdaniu ani przykryć neutralnym językiem „incydentu”. Bo człowiek nie podnosi młota na krzyż przypadkiem. Taki gest zawsze ma znaczenie. Zawsze mówi coś więcej o świecie, który go wydał, niż o samym człowieku wykonującym uderzenie. Historia pokazuje bowiem bardzo wyraźnie, że cywilizacje nie zaczynają od ataku na ludzi. Najpierw uderzają w symbole. Najpierw niszczy się znaki. Najpierw odbiera się świętości ich znaczenie. A dopiero później przychodzi czas na człowieka, który za tym symbolem stoi.

Krzyż od dwóch tysięcy lat jest znakiem niewygodnym dla świata, ponieważ przypomina o czymś, czego człowiek bardzo często nie chce zaakceptować: że nie jest własnym bogiem, że istnieje prawda wyższa niż polityka i siła oraz że człowiek nie może sam definiować dobra i zła według chwilowej ideologii czy własnego interesu. Krzyż mówi światu o ofierze, pokorze, przebaczeniu i granicach ludzkiej pychy. I właśnie dlatego tyle systemów politycznych oraz ideologicznych próbowało go zniszczyć, usunąć albo ośmieszyć.

Rewolucja francuska niszczyła świątynie i zamieniała je w „świątynie rozumu”. Bolszewicy wysadzali cerkwie i mordowali duchownych. Komuniści usuwali krzyże ze szkół i urzędów, ponieważ wiedzieli, że dopóki człowiek patrzy na krzyż, dopóty istnieje coś, czego państwo nie potrafi całkowicie kontrolować. Hitlerowcy również rozumieli siłę chrześcijaństwa, dlatego próbowali podporządkować religię państwowej ideologii. Historia jest pełna ludzi podnoszących młot na krzyż. Problem polega na tym, że współczesny świat coraz częściej przestaje widzieć w tym cokolwiek niepokojącego.

I właśnie to jest najbardziej przerażające w scenie z Libanu.

Nie sam młot.

Nie nawet samo zniszczenie.

Ale obojętność, która coraz częściej temu towarzyszy.

Bo gdyby podobny akt dotyczył wielu innych symboli religijnych albo ideologicznych, światowe media mówiłyby o „szokującym akcie nienawiści”, „brutalnym ataku” i „przekroczeniu granic tolerancji”. Tymczasem kiedy niszczony jest krzyż, bardzo często pojawia się cisza, relatywizacja albo próba tłumaczenia wszystkiego politycznym kontekstem wojny. Jakby chrześcijaństwo było jedyną religią, której symbole można publicznie niszczyć bez poważniejszych konsekwencji moralnych i społecznych.

A przecież krzyż nie jest zwykłym znakiem kulturowym. Dla chrześcijan jest symbolem zbawienia, ale również fundamentem całej cywilizacji europejskiej. To pod krzyżem rodziło się pojęcie godności osoby ludzkiej. To chrześcijaństwo przyniosło światu ideę, że człowiek posiada wartość nie dlatego, że jest silny, bogaty albo użyteczny, ale dlatego, że został stworzony przez Boga. Krzyż przypominał przez wieki, że nawet najsłabszy człowiek nie może zostać sprowadzony wyłącznie do roli narzędzia polityki czy ideologii.

I właśnie dlatego gest izraelskiego żołnierza jest tak symboliczny. Nie chodzi wyłącznie o jednego człowieka i jeden akt wandalizmu. Chodzi o znak czasu. O świat, który coraz częściej chce zachować język praw człowieka, pokoju i moralności, ale jednocześnie odrzuca fundament, z którego te pojęcia wyrastały przez całe stulecia. Bo współczesna cywilizacja coraz częściej próbuje budować „zbawienie bez Chrystusa”, moralność bez Boga i prawa człowieka bez jakiegokolwiek odniesienia do transcendencji.

Problem polega jednak na tym, że kiedy usuwa się krzyż, bardzo szybko usuwa się również wszystko to, co krzyż reprezentował. Bo jeśli człowiek przestaje wierzyć, że istnieje obiektywna prawda, wtedy siła staje się ważniejsza niż moralność. Jeśli odrzuca ideę świętości życia, wtedy łatwo usprawiedliwia przemoc. Jeśli uzna, że symbole religijne są jedynie przeszkodą dla nowoczesności, wtedy bardzo szybko zaczyna traktować również ludzi wierzących jako problem, który należy zepchnąć na margines.

Najbardziej dramatyczne jest jednak to, że współczesna kultura bardzo często reaguje na takie wydarzenia śmiechem, wzruszeniem ramion albo krótkim internetowym komentarzem. Człowiek przyzwyczaił się już do profanacji. Przyzwyczaił się do niszczenia symboli. Przyzwyczaił się do tego, że chrześcijaństwo można obrażać bez większego oporu społecznego. I właśnie to pokazuje, jak głęboko zmieniła się świadomość Zachodu.

Bo jeszcze kilka dekad temu obraz żołnierza rozbijającego krzyż wywołałby szok moralny i międzynarodową debatę. Dziś dla wielu ludzi staje się po prostu kolejnym nagraniem przesuwanym palcem po ekranie telefonu między reklamą a filmikiem rozrywkowym.

A przecież historia uczy czegoś bardzo prostego: kiedy cywilizacja przestaje bronić własnych symboli, wcześniej czy później przestaje również bronić własnych wartości.

I właśnie dlatego Liban nie jest tutaj tylko geograficznym miejscem konfliktu. Jest ostrzeżeniem. Znakiem świata, który coraz częściej nie tylko odchodzi od chrześcijaństwa, ale zaczyna traktować je jak przeszkodę, którą można rozbić młotem i usunąć z przestrzeni publicznej.

Bo człowiek, który bez wahania podnosi młot na krzyż, mówi światu coś znacznie więcej niż tylko własną opinię.

Mówi, że znak Chrystusa przestał być dla niego świętością.

A kiedy krzyż przestaje być świętością, wtedy bardzo szybko również człowiek przestaje nią być.

pakjp pakjp pakjp pakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp