Kościół dwóch prędkości?

Są sytuacje, które wywołują dyskusję na kilka dni. Są też takie, które odsłaniają znacznie głębszy problem i zostają z nami na miesiące, a czasem na lata. Sprawa ks. prof. Adama Świeżyńskiego należy właśnie do tej drugiej kategorii. Nie dlatego, że chodzi o jedno nazwisko. Nie dlatego, że chodzi o jeden wywiad czy jedno wydarzenie. Chodzi o coś znacznie poważniejszego. Chodzi o pytanie, które coraz częściej słychać wśród zwykłych wiernych: czy wszystkich w Kościele obowiązują te same zasady?

Nie sposób rozpocząć tej refleksji bez uczciwego stwierdzenia faktu. Ks. prof. Adam Świeżyński został odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi za osiągnięcia naukowe. Dorobek naukowy należy oceniać według kryteriów naukowych. Jeżeli ktoś przez lata prowadzi badania, publikuje książki, kształci studentów i rozwija refleksję filozoficzną, ma prawo do uznania swoich osiągnięć. Problem nie zaczyna się przy odznaczeniu. Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się nauka, a zaczyna publiczne świadectwo kapłana.

To właśnie środowiska Wiary i Tęczy przypomniały opinii publicznej nie tylko o naukowym dorobku duchownego, ale również o jego obecności podczas wydarzeń IDAHOBIT, o publicznych wypowiedziach dotyczących środowisk LGBT oraz o jego zaangażowaniu w inicjatywy, które same te środowiska traktują jako ważny element swojej działalności. To nie przeciwnicy tych inicjatyw nazwali go sojusznikiem. To nie konserwatywni publicyści przypisali mu taką rolę. To właśnie przedstawiciele tych środowisk publicznie wyrażali zadowolenie z jego obecności i wsparcia.

I w tym miejscu pojawia się pytanie, którego nie da się już zbyć wzruszeniem ramion. Kogo reprezentował katolicki kapłan, uczestnicząc w takich wydarzeniach?

Nie pytam o prywatne poglądy. Nie pytam o intencje. Nie pytam nawet o osobiste sympatie. Pytam o coś znacznie prostszego. Czy był tam jako osoba prywatna? Czy jako kapłan archidiecezji gdańskiej? Czy jako profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego? Czy może jako reprezentant określonej wizji Kościoła, która coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej?

Dla wielu wiernych problem nie polega nawet na samej obecności. Problem polega na braku odpowiedzi. W czasach, gdy niemal każde słowo duchownego może zostać natychmiast ocenione, skomentowane i nagłośnione, cisza przełożonych wobec tak znaczących wydarzeń rodzi jeszcze więcej pytań niż same wydarzenia.

Jeszcze większe zdziwienie pojawia się wtedy, gdy zestawimy tę sytuację z przypadkiem ks. Beniamina Sęktasa. Można zgadzać się z jego wypowiedziami albo nie. Można uważać jego styl za zbyt ostry albo za potrzebny. Ale faktem pozostaje, że gdy zabierał głos w sprawach związanych z dokumentem Fiducia Supplicans, gdy kierował list otwarty do kardynała Grzegorza Rysia, gdy stawiał pytania dotyczące kierunku zmian zachodzących w Kościele, reakcje pojawiały się szybko.

I właśnie tutaj wielu katolików zaczyna mówić o podwójnych standardach.

Bo jeśli reakcje są natychmiastowe wobec tych, którzy krytykują pewne procesy zachodzące w Kościele, to dlaczego nie widzimy podobnej determinacji wobec sytuacji, które budzą równie poważne wątpliwości doktrynalne? Dlaczego jednych pyta się o posłuszeństwo, a wobec innych nie stawia się nawet podstawowego pytania: z czyjego upoważnienia działali?

Sprawa staje się jeszcze bardziej interesująca, gdy spojrzymy na proces synodalny. To właśnie środowiska związane z Wiarą i Tęczą wielokrotnie podkreślały swoją obecność w tych procesach. W mediach pojawiały się informacje o uczestnictwie aktywistów związanych ze środowiskiem LGBT, również osób identyfikujących się jako transpłciowe. Dla jednych był to znak otwartości Kościoła. Dla innych dowód na to, że coraz silniej do kościelnego języka przenikają idee, które jeszcze kilka lat temu były uznawane za całkowicie nie do pogodzenia z chrześcijańską antropologią.

Nie jest tajemnicą, że głównym celem tych środowisk nie jest wyłącznie obecność w Kościele. Ich celem jest również zmiana sposobu myślenia Kościoła o seksualności, małżeństwie i moralności. Wielu przedstawicieli tych organizacji mówi o tym otwarcie. Właśnie dlatego obecność katolickiego kapłana w takich inicjatywach jest odbierana przez wiernych nie jako neutralny gest dialogu, ale jako znak określonego kierunku zmian.

Najbardziej niepokojące jest jednak coś jeszcze. Coraz częściej w Kościele obserwujemy sytuację, w której problemem stają się nie czyny, lecz pytania o czyny. Nie sam fakt uczestnictwa w kontrowersyjnym wydarzeniu, lecz zwrócenie na niego uwagi. Nie obecność przy inicjatywach budzących zamęt, lecz próba wyjaśnienia, czy taka obecność jest zgodna z dotychczasowym nauczaniem Kościoła.

Tymczasem Kościół nigdy nie bał się pytań. Przeciwnie. Święci, doktorzy Kościoła i papieże przez wieki zadawali pytania właśnie po to, aby bronić prawdy przed zamętem. Leon XIII, św. Pius X czy Pius XI wielokrotnie ostrzegali, że największe zagrożenia dla Kościoła nie zawsze przychodzą z zewnątrz. Czasami pojawiają się wewnątrz, pod postacią pięknych słów, szlachetnych intencji i dobrze brzmiących haseł.

Właśnie dlatego pytanie o podwójne standardy nie jest atakiem na Kościół. Jest próbą obrony jego wiarygodności.

Jeżeli jednych duchownych rozlicza się za słowa, to wierni mają prawo oczekiwać, że inni będą rozliczani również za publiczne działania. Jeżeli wymaga się posłuszeństwa od jednych, to zasada ta powinna obowiązywać wszystkich. Jeżeli Kościół oczekuje od wiernych zaufania, musi również pokazywać, że nie istnieją w nim grupy uprzywilejowane, wobec których stosuje się inne kryteria.

Bo ostatecznie nie chodzi tutaj ani o ks. Beniamina Sęktasa, ani o ks. prof. Adama Świeżyńskiego. Chodzi o coś znacznie większego. Chodzi o pytanie, czy Kościół pozostanie wspólnotą opartą na jednej prawdzie, jednej wierze i jednej miarze odpowiedzialności, czy też coraz bardziej będzie przypominał rzeczywistość, w której o ocenie działań decyduje nie ich treść, lecz przynależność do określonego środowiska.

I właśnie dlatego te pytania nie znikną. Będą wracać tak długo, jak długo wierni będą mieli poczucie, że nie wszyscy są traktowani według tych samych zasad.

pakjp pakjp pakjp pakjp gadaitoto pakjp pakjp