Miałem okazję być gościem audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja, gdzie powiedziałem coś, co dla wielu jest niewygodne, bo uderza w samo sedno obecnych zmian w polskiej edukacji i życiu publicznym: tam, gdzie wyrzuca się Boga, panuje pustka. I ta pustka nigdy nie pozostaje neutralna. Ona zawsze zostaje wypełniona. Pytanie brzmi tylko: czym.
Dziś coraz wyraźniej widzimy, że pustka po wartościach chrześcijańskich ma zostać wypełniona antywartościami, ideologią i językiem, który nie tylko zmienia sposób mówienia o wychowaniu, ale przestawia całe myślenie o człowieku. Nie jest to proces przypadkowy ani spontaniczny. To jest projekt.
W wywiadzie dla Radia Zet minister Barbara Nowacka powiedziała, że „nie chodzi o formowanie uczniów”. To zdanie nie jest drobnym lapsusem. To zdanie odsłania całą filozofię obecnej władzy wobec szkoły. Bo wychowanie zawsze polega na formowaniu: charakteru, sumienia, odpowiedzialności, zdolności odróżniania dobra od zła. Jeżeli ktoś mówi, że nie chce formować, a jednocześnie mówi o „nowych kompetencjach”, „nowoczesnych postawach” i „dostosowaniu do zmian społecznych”, to w rzeczywistości nie rezygnuje z formowania. On zmienia jego sens. To już nie wychowanie. To formatowanie.
To nie pierwszy raz, gdy język władzy zdradza więcej, niż chciałaby ona przyznać. Wcześniej słyszeliśmy o „polskich obozach koncentracyjnych” i „polskich nazistach”. Te sformułowania nie były jedynie błędami językowymi. One były elementem narracji, która przesuwa odpowiedzialność, rozmywa prawdę historyczną i uderza w fundament polskiej tożsamości narodowej. Gdy dziś słyszymy podobne „przejęzyczenia” w obszarze edukacji, nie wolno udawać, że nic się nie dzieje. Historia uczy, że język jest zawsze pierwszym narzędziem zmiany świadomości.
Od dwóch lat rządząca koalicja prowadzi konsekwentne działania wymierzone w Kościół katolicki oraz w klasyczny model polskiej szkoły. Podważana jest obecność lekcji religii i etyki. Podważana jest ochrona życia. Podważany jest autorytet rodziców w wychowaniu dzieci. Co więcej – wiele z tych działań odbywa się na granicy prawa albo wprost z jego naruszeniem, przy użyciu rozporządzeń, nacisków administracyjnych i faktów dokonanych.
To jest reset aksjologiczny, który próbuje się przeprowadzić bez społecznej zgody, bez uczciwej debaty i często z pominięciem konstytucyjnych zasad, takich jak prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Prawo przestaje być ramą chroniącą obywatela, a zaczyna być narzędziem ideologicznej inżynierii.
Mówiłem w audycji jasno: Ministerstwo Edukacji Narodowej znalazło się w rękach środowisk aktywistycznych, a nie pedagogicznych. Minister Barbara Nowacka nie ma doświadczenia w pracy nauczycielskiej. Jest aktywistką z zawodu. I właśnie ta logika aktywizmu – a nie odpowiedzialnej pedagogiki – coraz wyraźniej determinuje kierunek zmian w szkole.
Widzieliśmy to przy głosowaniach dotyczących ograniczania lekcji religii. Nawet politycy deklarujący się jako wierzący – również z formacji Polska 2050 – pozostawili swoje sumienie poza gmachem Sejmu i zagłosowali partyjnie. To był moment symboliczny. Pokazał, że ideologia potrafi skutecznie wyłączyć sumienie, jeśli w grę wchodzi dyscyplina partyjna i presja środowiskowa.
Od lat ostrzegam przed tym procesem. Ostrzegałem, gdy pod hasłem „edukacji włączającej” zaczęto wprowadzać rozwiązania, które w praktyce nie służą realnej pomocy dzieciom, lecz rozmywaniu norm, autorytetu nauczyciela i odpowiedzialności wychowawczej. Edukacja włączająca w swojej ideologicznej wersji nie buduje wspólnoty szkolnej. Ona ją dezintegrowuje, pozbawiając szkołę jasnych zasad, a uczniów czytelnych granic.
To wszystko składa się na jeden spójny obraz: człowiek przestaje być osobą, a staje się projektem. Projektem państwa, instytucji, ekspertów, algorytmów. Dokładnie tak rozumiał człowieka marksizm – najpierw usunąć Boga, potem tradycję, następnie rodzinę, a na końcu „zbudować nowego człowieka”. Karol Marks był teoretykiem. Lenin był praktykiem. Polska zna skutki tej logiki aż nadto dobrze.
Komunizm był obcy polskiej kulturze nie tylko dlatego, że był narzucony z zewnątrz. Był obcy dlatego, że uderzał w sam rdzeń naszej cywilizacji: w przekonanie, że godność człowieka jest dana, a nie przyznana przez państwo; że wychowanie jest formacją osoby, a nie tresurą obywatela.
Dziś nie wracają czołgi. Wraca język. Wracają pojęcia. Wraca narracja „konieczności”, „nowoczesności” i „nieuchronnych zmian”, które rzekomo usprawiedliwiają łamanie prawa, ignorowanie rodziców i wypychanie religii do sfery prywatnej. Mechanizm jest jednak ten sam. Tam, gdzie usuwa się Boga, powstaje pustka. A pustka domaga się wypełnienia.
Dlatego to nie jest spór o jedną godzinę religii w szkole.
To jest spór o to, czy szkoła ma wychowywać wolnego człowieka, czy formatować użyteczny zasób.
To jest spór o to, czy Polska zachowa ciągłość cywilizacyjną, czy zgodzi się na ideologiczny reset.
I właśnie dlatego o tym mówię.
Nie z nostalgii.
Nie z lęku przed zmianą.
Ale z odpowiedzialności.
Bo edukacja zawsze wychowuje.
Pytanie tylko: ku prawdzie czy ku ideologii?