Czy Bruksela obchodzi państwa przez fundusze?

Są momenty w życiu publicznym, kiedy coś pozornie technicznego odsłania dużo głębszy proces, i właśnie z takim momentem mamy dziś do czynienia, bo decyzja Komisji Europejskiej w sprawie możliwości wykorzystania środków z Europejskiego Funduszu Społecznego Plus, który chce rozdysponować środki na wspierania dostępu do tzw. „bezpiecznej aborcji”, także w wymiarze transgranicznym, nie jest jedynie odpowiedzią na inicjatywę obywatelską pod hasłem „My Voice, My Choice”, lecz stanowi przykład mechanizmu, w którym przesunięcie kompetencyjne dokonuje się nie przez zmianę traktatów, lecz przez zmianę praktyki finansowej, a praktyka finansowa w systemie unijnym bywa potężniejsza niż formalna norma, ponieważ to ona kształtuje realne możliwości działania państw oraz ich obywateli.

W opublikowanym w poniedziałek tekście „Naszego Dziennika”, przygotowanym przez redaktora Rafała Stefaniuka, sprawa ta została przedstawiona nie jako jednorazowy gest polityczny, lecz jako przykład systemowego działania, w którym Komisja – nie mając kompetencji do harmonizacji prawa aborcyjnego – wykorzystuje instrument budżetowy do kształtowania skutków krajowych porządków prawnych, a ja w tej publikacji zwróciłem uwagę, że decyzja o uruchomieniu funduszy na finansowanie zabiegów poza granicami kraju, w sytuacji gdy państwo posiada restrykcyjne regulacje w zakresie ochrony życia, stanowi ingerencję w krajowy system prawny i rodzi pytanie o realną skuteczność konstytucyjnych norm, jeżeli obok nich powstaje finansowana z poziomu ponadnarodowego ścieżka obejścia, która w praktyce neutralizuje różnice między systemami prawnymi państw członkowskich.

Trzeba powiedzieć jasno: formalnie nie zmieniono prawa w żadnym państwie, nie uchwalono unijnej ustawy aborcyjnej, nie ogłoszono wspólnotowego „prawa do aborcji”, lecz dopuszczono możliwość finansowania dostępu do zabiegu w ramach istniejącego funduszu, którego budżet na lata dwa tysiące dwadzieścia jeden – dwa tysiące dwadzieścia siedem wynosi sto czterdzieści dwa i siedem dziesiątych miliarda euro, i który pierwotnie miał służyć walce z ubóstwem, wykluczeniem społecznym, wspieraniu zatrudnienia oraz integracji społecznej, a nie rozstrzyganiu sporów bioetycznych między państwami o odmiennej tradycji prawnej i konstytucyjnej.

To właśnie w tym miejscu pojawia się zasadnicze napięcie ustrojowe, ponieważ traktaty unijne – w szczególności artykuł sto sześćdziesiąt osiem Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej – przewidują w obszarze zdrowia publicznego kompetencje wspierające i uzupełniające, pozostawiając państwom członkowskim odpowiedzialność za organizację systemów opieki zdrowotnej oraz regulacje wrażliwe z punktu widzenia bioetyki, a więc jeżeli Unia nie może wprost harmonizować prawa w tym obszarze, to pytanie brzmi, czy może budżetem zmieniać praktykę w sposób, który osłabia skuteczność krajowych norm, nawet jeżeli formalnie pozostają one w mocy.

Właśnie dlatego w tekście „Naszego Dziennika” pojawiło się określenie „mechanizm obejścia”, bo mamy do czynienia z sytuacją, w której nie zmienia się traktatu, nie zmienia się konstytucji, nie zmienia się ustawy, lecz zmienia się kontekst finansowy, a ten kontekst finansowy potrafi przekształcić realne znaczenie norm, ponieważ obywatel otrzymuje wsparcie, które pozwala mu ominąć restrykcję obowiązującą w jego kraju, a w konsekwencji państwo traci część swojej realnej sprawczości, choć na poziomie formalnym zachowuje przepis.

Spór ten nie dotyczy wyłącznie światopoglądu, lecz dotyczy relacji między zasadą przyznania kompetencji, zasadą pomocniczości i suwerennością państw członkowskich, bo jeżeli uznamy, że finansowanie określonych praktyk z budżetu wspólnotowego jest neutralne, to w istocie przyznajemy, że budżet może stać się narzędziem pośredniej harmonizacji skutków prawa, nawet tam, gdzie traktaty nie pozwalają na harmonizację norm, a to oznacza przesunięcie granicy władzy bez wyraźnego mandatu politycznego udzielonego w drodze zmiany traktatowej.

Nie można też pominąć wymiaru językowego tej debaty, ponieważ pojęcie „zdrowia reprodukcyjnego” bywa używane jako kategoria parasolowa, która nadaje spornej kwestii charakter neutralnej usługi medycznej, podczas gdy w wielu państwach, w tym w Polsce, problem przerywania ciąży jest głęboko osadzony w porządku konstytucyjnym oraz w rozumieniu prawa do życia, i jeżeli coś, co w danym systemie prawnym jest elementem fundamentalnego sporu moralnego, zostaje przekształcone w kategorię „dostępu do świadczenia”, to dochodzi do przesunięcia akcentu z ochrony życia na finansowanie procedury, co rodzi poważne pytania o spójność aksjologiczną wspólnoty, która z jednej strony deklaruje przywiązanie do godności człowieka, a z drugiej strony rozszerza instrumenty wspierające przerywanie ciąży.

W tym kontekście niezwykle istotne jest to, że „Nasz Dziennik” podjął tę tematykę nie jako element bieżącej polemiki, lecz jako problem systemowy, wymagający spokojnej, rzeczowej analizy kompetencyjnej, i warto to podkreślić, bo w przestrzeni publicznej łatwo jest sprowadzić debatę do emocjonalnych haseł, podczas gdy istota sporu leży w pytaniu, czy wspólnota europejska ma być przestrzenią współpracy suwerennych państw różniących się w sprawach bioetycznych, czy też ma zmierzać w kierunku coraz bardziej jednolitej wykładni wartości, w której finansowanie staje się narzędziem kształtowania standardów ponad głowami krajowych ustawodawców.

Nie jest to zatem kwestia jednego funduszu ani jednej inicjatywy obywatelskiej, lecz kwestia kierunku integracji europejskiej i odpowiedzi na pytanie, czy granica między wspieraniem a kształtowaniem zostaje zachowana, czy też ulega stopniowemu przesunięciu, a wraz z nią zmienia się równowaga między poziomem krajowym a poziomem unijnym, przy czym zmiana ta nie jest komunikowana jako reforma ustrojowa, lecz jako techniczne doprecyzowanie możliwości finansowania.

Dlatego zachęcam, aby tę sprawę analizować nie w kategoriach doraźnej polityki, lecz w kategoriach długofalowych konsekwencji prawnych i ustrojowych, i aby sięgnąć do źródłowych dokumentów, odpowiedzi Komisji oraz argumentacji przedstawionej w prasie, w tym w materiale redaktora Rafała Stefaniuka w „Naszym Dzienniku”, gdzie problem ten został przedstawiony jako test dla zasady pomocniczości i realnych granic kompetencji Unii.

Jeżeli interesuje Cię pogłębiona analiza tego mechanizmu – bez skrótów myślowych, z odniesieniem do traktatów, do konstytucyjnej ochrony życia oraz do praktyki budżetowej – zapraszam na mój kanał ArturDabrowskiInfo w serwisie YouTube, gdzie w podcaście rozwijam te wątki szerzej i pokazuję, jak decyzje finansowe mogą wpływać na równowagę ustrojową w Europie, oraz jakie pytania powinny dziś stawiać sobie państwa, które chcą zachować realną, a nie wyłącznie deklaratywną suwerenność.