Czerwony kapitał – czarne sumienie

Kiedy cesarz Wespazjan wprowadzał podatek od publicznych toalet, nie miał pojęcia, że jego słynne „Pecunia non olet”stanie się życiowym mottem nowoczesnych neomarksistowskich inżynierów społecznych. Dziś jednak nie chodzi już o podatki na klozety, ale o przepłukane miliardami propagandy rury, które tłoczą śmierdzące treści prosto w serca i umysły społeczeństw.

Nie oszukujmy się – marksizm kulturowy nie jest ruchem oddolnym. To produkt globalistycznego przemysłu ideologicznego, który kręci się wokół jednej prostej zasady: kupimy waszą kulturę i przerobimy ją na swoją modłę. Jak? Oczywiście pieniędzmi, które – paradoksalnie – śmierdzą na kilometr.

Teraz już oficjalnie wiemy, że wielkie sumy pieniędzy przekazywano na wielkie absurdy oraz iluzje. Gdyby chodziło o głos ludu, rewolucja dawno by się skończyła. Ale ta rewolucja jest dobrze finansowana. Tak jak każda wojna, tak i ta – wojna o duszę cywilizacji – wymaga solidnych funduszy.

🔥 USAID, czyli „humanitarna pomoc” od amerykańskich podatników, dziwnym trafem zawsze ląduje tam, gdzie trzeba było sypnąć groszem na genderowe dogmaty, aborcyjny aktywizm i deprawacyjne programy edukacyjne.
🔥 Fundacje globalistycznych miliarderów sponsorują wydarzenia, które z moralnością mają tyle wspólnego, co Wespazjan z aromaterapią.
🔥 Instytucje unijne przeznaczają miliardy na agendę „równouprawnienia”, która dziwnym trafem oznacza atak na tradycje wartości i rodzinę.

Obecna mutacja marksizmu kulturowego jest produktem wytworzonym na potrzeby globalnego rynku idei. Marksizm w wersji klasycznej skompromitował się w XX wieku. Ludzie przejrzeli na oczy, że „świat bez własności” oznacza, że wszystko należy do partyjnych kacyków. Ale marksizm kulturowy wciąż jest na sprzedaż – tylko zamiast „walki klas”, mamy „walkę tożsamości”, „walkę o prawa”, „walkę o równość”.

 „Kapitał” Karola Marksa był katastrofą? Dziś “elity” sponsorują na całym świecie „Kapitał tożsamościowy” promując jego ideologiczne wydanie. „Dyktatura proletariatu” się nie przyjęła? Nic straconego. Przecież oni mówią nam wprost: wprowadzimy dyktaturę moralnych aktywistów, których poglądy staną się obowiązkowe dla każdego człowieka myślącego inaczej.

Ktoś powie – to przesada. Czyżby? Czy ktoś jeszcze pamięta czasy, gdy Hollywood kręciło filmy, które łączyły ludzi, zamiast ich dzielić? Dziś dostajemy produkcje, w których liczy się nie talent, nie historia, ale jedynie spełnianie politycznie poprawnych wytycznych.

A może ktoś jeszcze wierzy, że uniwersytety są miejscem wymiany idei i wolnej myśli? Dziś doktorat łatwiej napisać o „opresji społecznej w kontekście binarności” niż o rzeczywistych problemach ludzkości. Czy ktoś jeszcze wątpi, że wielkie korporacje finansują aktywistów, których jedynym celem jest rozbijanie resztek tradycyjnej kultury? Zyski nie pochodzą już z produktów – zyski pochodzą z ideologicznego podporządkowania społeczeństw.

Ideologia marksistowska zatacza ponownie błędne koło. Ze śmietnika historii zmierza na śmietnik historii. Gdyby Marks zobaczył, co dziś robią jego „uczniowie”, pewnie byłby głęboko zdumiony, a może nawet nawrócony ekologicznie. Ale jak to?Marksizm oparty na korporacyjnych grantach? Na miliardach od banków i globalnych elit?

Neomarksiści nie budują przyszłości – oni pasożytują na resztkach starego świata, póki jeszcze są fundusze na rewolucję.
Globaliści nie chcą dobra ludzkości – chcą jedynie posłusznych poddanych, którzy będą się bać powiedzieć, że król jest nagi.
Kultura, która kiedyś była wielkim dziełem, dziś staje się produktem, jak woda butelkowana – tylko że tu sprzedają ideologie zapakowane w kolorowe slogany.

Ale historia jest bezlitosna. Przekonuje nas o tym, że każda utopia kończy i ląduje na śmietniku. Po upadku komunizmu przez dekady śmierdziało w powietrzu gnijącymi sztandarami i ideologiczną ruiną. I tak samo będzie z obecną falą neomarksistowskich bredni.  Pytanie które musi wybrzmieć w tej materii przedstawia się następująco: Ile jeszcze miliardów się zmarnuje, zanim ludzie to zrozumieją?

Na koniec oczywiście pozostawiam cytat, który podsumowuje całą farsę współczesnych ideologów:

„Gdy myśliciele zaczynają usprawiedliwiać nonsens, a politycy próbują rządzić absurdami, wiedz, że ktoś dobrze im za to zapłacił.” – G.K. Chesterton

Niech zatem nie mówią nam, że „pieniądze nie śmierdzą”. Śmierdzą – i to tak, że czuć je na całe pokolenia. Czas na rzeczywiste przebudzenie. Chociaż często bywa i tak, że pomimo braku zapachu pieniędzy, to jednak czuć aż nadto odór ideologii, które za nie kupują, cuchną na odległość.