Są symbole, które starzeją się wraz z epoką, i są symbole, które przetrwają każdą epokę. Są idee, które rozpalają tłumy na kilka sezonów, po czym trafiają na śmietnik historii, i są prawdy, które pozostają niewzruszone mimo zmieniających się mód, rewolucji i ideologii. Taką prawdą dla pokoleń chrześcijan było Najświętsze Serce Pana Jezusa. Dlatego właśnie czerwiec przez dziesięciolecia nie kojarzył się katolikom z manifestami, kampaniami społecznymi czy politycznymi sporami. Kojarzył się z Litanią do Najświętszego Serca Pana Jezusa, z pierwszymi piątkami miesiąca, z wynagrodzeniem za grzechy świata i z próbą odpowiedzi na pytanie, które współczesny człowiek coraz rzadziej sobie zadaje: jak odpowiedzieć na miłość Boga?
W najnowszym odcinku podcastu „Budzenie Olbrzyma” wróciłem do trzech dokumentów, które powinny znaleźć się w bibliotece każdego człowieka chcącego zrozumieć nie tylko duchowość katolicką, ale również historię zmagań Kościoła z nowoczesnym światem. Chodzi o encykliki „Annum Sacrum” Leona XIII, „Miserentissimus Redemptor” Piusa XI oraz „Haurietis Aquas” Piusa XII. To nie są teksty napisane dla wąskiego grona teologów. To dokumenty, które próbują odpowiedzieć na pytanie, co dzieje się z człowiekiem i społeczeństwem wtedy, gdy człowiek próbuje żyć tak, jakby Boga nie było.
Zachęcam do wysłuchania całej audycji, ponieważ nie sposób streścić w kilku akapitach bogactwa tych dokumentów. Warto jednak zatrzymać się nad kilkoma myślami, które uderzają swoją aktualnością bardziej niż niejeden współczesny komentarz polityczny czy społeczny.
Kiedy Leon XIII publikował w roku tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym dziewiątym encyklikę „Annum Sacrum”, Europa była przekonana, że stoi u progu nowej ery. Rozwój przemysłu, nauki i techniki budził ogromne nadzieje. Coraz częściej słyszano głosy, że religia jest jedynie etapem rozwoju ludzkości, który wkrótce zostanie zastąpiony przez naukę i postęp. Papież patrzył jednak głębiej niż wielu intelektualistów swojej epoki. Dostrzegał bowiem, że człowiek może rozwijać technologię, a jednocześnie degradować własne człowieczeństwo. Może budować coraz doskonalsze maszyny, a jednocześnie coraz bardziej gubić sens życia.
Dlatego napisał słowa, które brzmią dziś niemal proroczo: „W Najświętszym Sercu Jezusa należy pokładać wszelką nadzieję.”
Nie część nadziei. Nie wyłącznie nadzieję dotyczącą życia religijnego. Nie jedynie nadzieję na życie wieczne. Papież mówi o wszelkiej nadziei człowieka. To stwierdzenie dla współczesnego ucha może wydawać się przesadne. A jednak wystarczy spojrzeć na historię XX wieku. Dwie wojny światowe, obozy koncentracyjne, gułagi, ludobójstwa, totalitaryzmy i miliony ofiar pokazały, że człowiek potrafi stworzyć technologię zdolną wysłać rakietę w kosmos, ale potrafi również wykorzystać tę samą inteligencję do budowania systemów masowej zagłady. Postęp techniczny nie oznacza automatycznie postępu moralnego.
Kilka dekad później Pius XI w encyklice „Miserentissimus Redemptor” zwraca uwagę na problem, który współcześnie urósł do rozmiarów cywilizacyjnej choroby. Nie jest nim otwarta walka z Bogiem. Nie jest nim nawet nienawiść wobec chrześcijaństwa. Jest nim obojętność. Papież pisze o „zapomnieniu, zaniedbaniu i wzgardzie”, którymi ludzie odpowiadają na miłość Chrystusa.
To niezwykle trafna diagnoza. Współczesny świat nie zawsze odrzuca Boga w sposób spektakularny. Znacznie częściej po prostu żyje tak, jakby Go nie było. Bóg zostaje zepchnięty na margines. Modlitwa staje się dodatkiem. Ewangelia jedną z wielu opinii. Wiara prywatnym hobby. Człowiek nie mówi już: „Nie wierzę”. Coraz częściej mówi: „Nie mam czasu”. To właśnie dlatego Pius XI przypomina, że „duch wynagrodzenia powinien zajmować pierwsze i najważniejsze miejsce w kulcie Najświętszego Serca Jezusowego.”
Nie chodzi tu o sentymentalizm. Nie chodzi o religijne wzruszenie. Chodzi o odpowiedź na miłość. Chrystus nie oddał za człowieka części swojego życia. Oddał wszystko. Pytanie brzmi więc nie tylko, czy wierzymy, ale czy odpowiadamy na tę miłość.
Najgłębiej temat podejmuje jednak Pius XII w encyklice „Haurietis Aquas”. Dokument ten powstał po doświadczeniach dwóch wojen światowych, po Auschwitz, po Hiroszimie i Nagasaki, po totalitarnych eksperymentach XX wieku. Można by oczekiwać, że papież będzie pisał głównie o polityce, bezpieczeństwie czy odbudowie Europy. Tymczasem on kieruje wzrok Kościoła ku Sercu Chrystusa.
Dlaczego?
Ponieważ rozumie, że problem człowieka jest głębszy niż problem polityczny. Pius XII przypomina, że „żadna stworzona moc nie mogłaby dokonać odpowiedniego zadośćuczynienia za winy rodzaju ludzkiego, gdyby Syn Boży nie przyjął natury ludzkiej.”
To jedno zdanie streszcza całe chrześcijaństwo. Człowiek nie zbawił samego siebie. Nie zbawiła go filozofia. Nie zbawiła go nauka. Nie zbawiła go technologia. Nie zbawiła go polityka. Potrzebny był Chrystus. Potrzebne było Wcielenie. Potrzebna była Ofiara Krzyża.
I właśnie tutaj dochodzimy do sedna problemu. Współczesna kultura bardzo często próbuje przekonać człowieka, że sam sobie wystarczy. Sam określi prawdę. Sam określi dobro. Sam określi swoją naturę. Sam określi swoją tożsamość. Tymczasem wszystkie wielkie katastrofy XX wieku były w pewnym sensie skutkiem tej samej pychy – przekonania, że człowiek może zająć miejsce Boga.
Dlatego warto wracać do tych encyklik. Nie dlatego, że są stare. Warto wracać do nich dlatego, że mówią o problemach, które nie zestarzały się ani trochę. Mówią o kryzysie prawdy. O kryzysie człowieka. O kryzysie cywilizacji. Mówią również o rozwiązaniu, które Kościół wskazuje niezmiennie od dwóch tysięcy lat.
Jeżeli nie słuchałeś jeszcze audycji „Budzenie Olbrzyma” poświęconej Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, zachęcam do jej wysłuchania. Jeszcze bardziej zachęcam jednak do sięgnięcia po same dokumenty. W czasach, gdy miliony ludzi komentują rzeczy, których nigdy nie przeczytali, warto zrobić coś odwrotnego. Warto wrócić do źródeł.
Bo być może największym problemem naszych czasów nie jest brak informacji. Być może największym problemem jest to, że człowiek coraz częściej zna świat, a coraz rzadziej zna prawdę o samym sobie.
A skoro już przywołaliśmy głos papieży, zakończmy słowami, które pozostają jednym z najpiękniejszych wezwań Chrystusa skierowanych do człowieka:
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28)
Po dwóch tysiącach lat nikt nie zaproponował człowiekowi bardziej wymagającej, ale też bardziej wyzwalającej odpowiedzi.