Sodoma nad Morzem Martwym. Historia, która wraca

To nie jest kolejny lekki komentarz do wydarzenia medialnego ani emocjonalna reakcja na jeden festiwal ogłoszony w internecie. To jest temat znacznie głębszy, ponieważ dotyka samego sposobu, w jaki współczesny świat obchodzi się z symbolami, pamięcią i prawdą. Oficjalne konto państwa Izrael zapowiada wydarzenie nazwane „Pride Land” — „Kraina Dumy” — organizowane nad Morzem Martwym, w miejscu, które od tysięcy lat funkcjonuje w świadomości cywilizacji judeochrześcijańskiej jako przestrzeń związana z pamięcią Sodomy i Gomory. I właśnie dlatego nie da się tego potraktować wyłącznie jako neutralnego wydarzenia rozrywkowego, ponieważ symbole nigdy nie są neutralne, a miejsca niosą w sobie znaczenie znacznie większe niż tylko geografia.

Morze Martwe nie jest zwykłym punktem na mapie świata. To najniżej położone miejsce na ziemi, region naznaczony pamięcią biblijną, przestrzeń od wieków obecna w refleksji religijnej jako symbol konsekwencji cywilizacji odrywającej się od porządku moralnego. A jednak właśnie tam ma rozbrzmiewać hasło „czterech dni nieprzerwanej celebracji, wspólnoty i więzi”, w czasie gdy ten sam region doświadcza wojny, napięcia, cierpienia i chaosu, które każdego dnia docierają do świata w postaci obrazów śmierci, wysiedleń i ludzkiego dramatu.

I właśnie tutaj zaczyna się pytanie znacznie ważniejsze niż sama ocena jednego wydarzenia. Czy to tylko przypadkowa lokalizacja? Czy może znak czasu, który pokazuje sposób myślenia współczesnej cywilizacji — cywilizacji coraz bardziej przekonanej, że symbole można dowolnie przejmować, redefiniować i pozbawiać ich pierwotnego znaczenia?

Bo dokładnie to dzieje się dziś z wieloma znakami kultury chrześcijańskiej i biblijnej. Współczesność nie niszczy ich już brutalnie tak jak dawne totalitaryzmy. Ona robi coś znacznie subtelniejszego. Przejmuje je, zmienia ich znaczenie i przedstawia nową interpretację jako coś całkowicie naturalnego. I właśnie dlatego tak ważna jest kwestia tęczy — symbolu, który dla cywilizacji biblijnej miał bardzo konkretne znaczenie. W Księdze Rodzaju łuk na niebie jest znakiem przymierza Boga z człowiekiem po potopie. Jest symbolem miłosierdzia, obietnicy i porządku ustanowionego przez Stwórcę. Tymczasem współczesna kultura coraz częściej próbuje oderwać ten znak od jego pierwotnego sensu i nadać mu zupełnie nową treść.

Co ciekawe, nawet środowiska żydowskie zwracały uwagę na ten konflikt symboli. Forum Żydów Polskich pisało wprost o napięciu wynikającym z przejęcia znaku o głęboko biblijnym znaczeniu przez współczesny ruch ideologiczny. I właśnie tutaj pojawia się problem znacznie większy niż sama flaga czy kolory. Problem polega na tym, że człowiek współczesny coraz częściej przestaje odróżniać sacrum od profanum. Wszystko zaczyna być traktowane jako materiał do reinterpretacji, przekształcenia i dostosowania do aktualnych potrzeb kulturowych.

A przecież cywilizacja zawsze opierała się na rozróżnieniach. Na świadomości, że istnieją rzeczy święte i rzeczy zwyczajne. Istnieją symbole, których znaczenie przekracza chwilową modę. Istnieją granice, których przekroczenie prowadzi do chaosu kulturowego i duchowego. Święty Tomasz z Akwinu pisał jasno, że porządek moralny nie jest przypadkowym zbiorem zakazów, ale wyrazem obiektywnego ładu wpisanego w naturę człowieka i rzeczywistości. Kiedy ten porządek zostaje rozmyty, człowiek bardzo szybko traci zdolność odróżniania dobra od zła, prawdy od imitacji i świętości od spektaklu.

I właśnie dlatego współczesny świat coraz częściej przypomina cywilizację żyjącą w stanie permanentnego pomieszania pojęć. Sacrum miesza się z rozrywką. Symbole religijne stają się elementem marketingu albo politycznej narracji. Znaki o wielowiekowym znaczeniu są przejmowane przez ruchy ideologiczne, które nadają im nowe sensy, a człowiek stopniowo przestaje rozumieć, że symbole mają moc kształtowania świadomości całych społeczeństw.

Najbardziej niepokojący jest jednak kontrast, który widać dziś szczególnie mocno właśnie w rejonie Morza Martwego. Z jednej strony obrazy świętowania, celebracji i zabawy. Z drugiej wojna, cierpienie, chaos i dramat ludzi żyjących w cieniu nieustannego konfliktu. To zestawienie działa niemal symbolicznie, pokazując współczesny świat rozdarty między obsesją nieustannej celebracji własnych pragnień a rzeczywistością pełną bólu, lęku i duchowej pustki.

Bo współczesna kultura bardzo często próbuje przekonać człowieka, że szczęście polega wyłącznie na nieustannym potwierdzaniu własnych emocji i pragnień. Problem polega jednak na tym, że człowiek pozbawiony odniesienia do prawdy bardzo szybko zaczyna gubić samego siebie. I właśnie dlatego temat Sodomy i Gomory nie jest wyłącznie opowieścią o przeszłości ani prostym moralizowaniem. To historia cywilizacji, która uwierzyła, że może zbudować własny porządek całkowicie niezależnie od prawa moralnego.

Współczesny człowiek bardzo nie lubi takich porównań, ponieważ natychmiast traktuje je jako „nietolerancję” albo próbę wywołania skandalu. Tymczasem problem nie polega na potępianiu konkretnych ludzi, lecz na pytaniu o kierunek całej kultury. Czy cywilizacja, która stopniowo rozmywa granice między sacrum a profanum, między symbolem religijnym a ideologicznym znakiem, między prawdą a emocjonalnym doświadczeniem, jest w stanie zachować własną tożsamość?

I właśnie dlatego ten temat budzi tak ogromne emocje. Bo nie chodzi już wyłącznie o jedną paradę, jeden festiwal czy jedną flagę. Chodzi o proces znacznie głębszy — o przejmowanie znaków, redefiniowanie znaczeń i przekonywanie ludzi, że wszystko jest właściwie tym samym, że każda interpretacja jest równoważna i że nie istnieją już trwałe granice sensu.

A przecież nie wszystko jest tym samym.

Nie każda interpretacja prowadzi do prawdy.

Nie każda „celebracja” jest neutralna.

I nie każda zmiana symboli pozostaje bez konsekwencji dla kultury i człowieka.

Dlatego pytanie, które stawia dziś współczesność, jest znacznie poważniejsze, niż wielu chciałoby przyznać. To pytanie o to, czy człowiek zachowa jeszcze zdolność odróżniania prawdy od jej imitacji, sacrum od profanum i znaku przymierza od znaku ideologii.

Bo jeśli utraci tę zdolność, wtedy naprawdę wszystko zacznie wyglądać tak samo.

A cywilizacje rozpadają się właśnie wtedy, gdy przestają rozumieć znaczenie własnych symboli.

pakjp pakjp pakjp pakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp katakjp