To nie jest zwykła zmiana w edukacji. Nie jest to kolejna reforma programu nauczania, kosmetyczna korekta podstawy programowej ani techniczne przesunięcie kilku godzin lekcyjnych w szkolnym planie zajęć. To jest proces znacznie głębszy, ponieważ dotyka samego fundamentu wychowania, sposobu rozumienia człowieka, źródeł autorytetu i wartości, według których młody człowiek będzie budował swoje myślenie o świecie, rodzinie, państwie, moralności i własnej tożsamości. I właśnie dlatego tak wielu ludzi nie dostrzega jeszcze skali tego, co dzieje się dziś w polskiej szkole, ponieważ zmiany najskuteczniejsze rzadko zaczynają się od rewolucyjnych haseł. Najpierw pojawia się nowy język. Potem nowe pojęcia. Następnie nowe „kompetencje”. A dopiero na końcu okazuje się, że zmienił się już nie tylko program nauczania, ale sam człowiek wychowany przez ten system.
Ten materiał powstał w oparciu o publikacje „Naszego Dziennika”, wywiady i wypowiedzi ekspertów dotyczące kierunku przemian zachodzących w edukacji, ale rozwija te kwestie znacznie dalej, ponieważ problem nie polega dziś wyłącznie na pojedynczych decyzjach ministerstwa czy sporach wokół konkretnych przedmiotów. Problem polega na tym, że coraz wyraźniej zmienia się punkt odniesienia całego systemu wychowania. Jeszcze niedawno szkoła — niezależnie od wszystkich swoich wad — funkcjonowała w przestrzeni cywilizacji, która zakładała, że istnieje prawda, istnieje dobro, istnieje natura człowieka oraz istnieją granice, których nie można przekroczyć bez konsekwencji dla społeczeństwa. Dzisiaj coraz częściej słyszymy coś zupełnie odwrotnego: że wszystko jest płynne, względne i podlegające indywidualnej interpretacji.
I właśnie dlatego tak niebezpieczny jest mit „neutralności edukacji”, którym bardzo często usprawiedliwia się współczesne reformy. Edukacja nigdy nie jest neutralna. Nigdy nie była i nigdy nie będzie. Każda szkoła przekazuje określoną wizję człowieka, określony system wartości oraz określony model społeczeństwa. Pytanie brzmi tylko: jaki? Czy będzie to wizja zakorzeniona w klasycznej antropologii, w której człowiek posiada naturę, godność i moralną odpowiedzialność, czy też wizja oparta na przekonaniu, że człowiek jest jedynie projektem społecznym, który można dowolnie redefiniować w zależności od aktualnych trendów kulturowych i politycznych?
I tutaj dochodzimy do sedna problemu, bo dzisiejszy spór o szkołę nie jest już wyłącznie sporem o religię jako przedmiot, liczbę godzin czy konkretne podręczniki. To jest konflikt między dwiema całkowicie różnymi wizjami człowieka. Pierwsza zakłada, że człowiek posiada określoną naturę, której nie tworzy sam, lecz odkrywa ją w świetle rozumu, doświadczenia i prawa moralnego. Druga wizja mówi natomiast, że człowiek może dowolnie konstruować własną tożsamość, własną moralność i własne granice, a rolą szkoły staje się wspieranie tego procesu poprzez zmianę języka, redefinicję pojęć i stopniowe osłabianie dawnych punktów odniesienia.
Dlatego właśnie współczesna szkoła staje się jednym z najważniejszych pól walki kulturowej. Nie chodzi już tylko o przekazywanie wiedzy matematycznej, historycznej czy biologicznej, ale o formowanie sposobu myślenia. Człowiek wychowany w przekonaniu, że prawda jest względna, że moralność zależy od emocji, a tożsamość można dowolnie zmieniać, będzie zupełnie inaczej patrzył na rodzinę, małżeństwo, religię, państwo i własną odpowiedzialność za życie społeczne. I właśnie dlatego reformy edukacyjne tak często zaczynają się od zmiany języka, ponieważ kto kontroluje język, ten bardzo szybko zaczyna kontrolować sposób myślenia.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że cały ten proces bardzo często przedstawia się jako „nowoczesność”, „otwartość” albo „ochrona młodych ludzi”. Tymczasem w rzeczywistości mamy do czynienia z głęboką przebudową antropologii, czyli odpowiedzi na pytanie: kim właściwie jest człowiek? Czy jest osobą posiadającą trwałą naturę i godność wynikającą z faktu stworzenia, czy jedynie zbiorem zmiennych emocji, doświadczeń i społecznych narracji? To pytanie nie jest abstrakcyjne. Ono decyduje o tym, jak będzie wyglądała przyszłość całego społeczeństwa.
Bo jeśli młode pokolenie zostanie wychowane w przekonaniu, że wszystko jest płynne i negocjowalne, wtedy bardzo szybko rozpadną się również wszystkie instytucje oparte na trwałości: małżeństwo, rodzina, autorytet rodziców, odpowiedzialność społeczna i sama idea wspólnoty narodowej. Człowiek pozbawiony trwałych punktów odniesienia staje się bowiem niezwykle podatny na manipulację, ponieważ nie posiada już fundamentu, z którego mógłby oceniać rzeczywistość. I właśnie dlatego współczesna rewolucja kulturowa tak mocno interesuje się szkołą. Nie dlatego, że chodzi wyłącznie o edukację. Chodzi o stworzenie nowego człowieka.
Nowego człowieka, który nie będzie już myślał kategoriami prawdy i fałszu, dobra i zła, natury i odpowiedzialności, ale kategoriami indywidualnego odczucia, emocjonalnego komfortu i społecznej akceptacji. Człowieka, który nie będzie pytał, czy coś jest prawdziwe, ale czy jest „włączające”. Nie będzie pytał, czy coś jest moralne, ale czy nikogo nie „urazi”. Nie będzie szukał prawdy, lecz bezpieczeństwa emocjonalnego gwarantowanego przez system.
I właśnie dlatego temat szkoły jest dziś tak ważny. To nie jest poboczna wojna ideologiczna ani chwilowa polityczna moda. To jest spór o przyszłość cywilizacji. Bo cywilizacje nie rozpadają się najpierw na granicach. Rozpadają się w szkołach, kiedy kolejne pokolenia przestają rozumieć, kim są, skąd pochodzą i według jakich wartości mają żyć.
Największy dramat polega jednak na tym, że wielu ludzi wciąż nie dostrzega tej zmiany, ponieważ dokonuje się ona powoli, krok po kroku, pod hasłami tolerancji, neutralności i nowoczesności. Tymczasem neutralność nie istnieje. Każdy system wychowawczy prowadzi człowieka w określonym kierunku. Pytanie brzmi tylko: czy będzie to kierunek prowadzący ku prawdzie o człowieku, czy ku jego stopniowemu rozmyciu.
Dlatego ten temat nie zostawia miejsca na obojętność. Bo jeśli dziś nie zrozumiemy, co dzieje się w edukacji, jutro możemy obudzić się w rzeczywistości, w której młode pokolenie będzie znało język „różnorodności”, ale nie będzie rozumiało pojęcia prawdy; będzie mówiło o „inkluzywności”, ale nie będzie potrafiło odróżnić dobra od zła; będzie umiało obsługiwać nowoczesne technologie, ale nie będzie wiedziało, kim naprawdę jest człowiek.
I właśnie dlatego pytanie „Nowa szkoła, nowy człowiek?” nie jest przesadą.
To jest pytanie o przyszłość całej cywilizacji.