Miłość bez prawdy zamienia się w sentymentalizm. To ostrzeżenie, które powraca jak echo w myśli Jana Pawła II. Papież przypominał, że miłość oderwana od odpowiedzialności staje się użyciem drugiego człowieka. Jeśli relacja opiera się wyłącznie na emocjach, nie przetrwa próby czasu. Emocje są jak pogoda – zmienne. Dziś słońce, jutro burza. Jeśli fundamentem związku jest wyłącznie „dreszcz”, to co zostaje, gdy dreszcz mija?
Szekspir w Sonecie CXVI napisał: „Miłość to nie miłość, jeśli zmienny świat naśladując sama się odmieni”. To zdanie nie jest romantyczną dekoracją. To jest test. Miłość, która zmienia się wraz z nastrojem, nie jest miłością, lecz reakcją. Prawdziwa miłość trwa mimo zmiennych okoliczności. Jest stała, bo jest decyzją. Nie dlatego, że nie czuje. Dlatego, że czuje i wybiera.
Współczesna kultura robi wszystko, by odwrócić naszą uwagę od istoty rzeczy. Zamiast pytać o wierność, pyta o atrakcyjność. Zamiast mówić o przysiędze, mówi o kompatybilności. Zamiast uczyć pracy nad relacją, proponuje łatwe wyjścia. Miłość została opakowana jak produkt sezonowy. Masz kupić, zużyć i – jeśli przestanie działać – wymienić na nowszy model. Taki język nie buduje trwałych związków. Buduje rynek.
Louis de Funès w jednej z ról przypominał, że bez dobrego serca człowiek nie jest niczego wart. To zdanie brzmi banalnie, ale w świecie cynizmu jest aktem odwagi. Dobre serce to nie miękkość. To zdolność do wytrwania przy drugim człowieku, gdy przestaje być idealny. To gotowość do przebaczenia. To praca nad sobą, by nie uczynić z relacji pola walki o własne ego.
Piosenka Pawła Domagały pyta: „Powiedz, że wciąż czujesz dreszcz…”. To pytanie jest dziś sprawdzianem relacji. Ale może ważniejsze pytanie brzmi inaczej: czy gdy dreszcz minie, zostaniesz? Czy potrafisz kochać, gdy emocja nie jest już pierwszym planem? Czy potrafisz chcieć dobra drugiego nawet wtedy, gdy to wymaga rezygnacji z własnej wygody?
Walentynki bez ściemy to nie atak na romantyczny klimat. To próba odzyskania sensu. Miłość nie jest przeciwna emocjom. Ale nie może być przez nie rządzona. Jeśli sprowadzimy ją do marketingowego sezonu, stracimy jej głębię. Jeśli pozwolimy, by definicję miłości ustalała reklama, przestaniemy wymagać od siebie czegokolwiek.
Prawdziwa miłość jest poważna. Nie dlatego, że jest smutna. Dlatego, że jest odpowiedzialna. Nie szuka tylko przeżyć, lecz buduje wspólnotę. Nie ucieka przed trudnością, lecz ją podejmuje. Nie jest plastikiem, który błyszczy przez chwilę. Jest decyzją, która trwa.
Jeśli miłość zasługuje na więcej niż marketing, trzeba ją obronić przed banalizacją. Trzeba wrócić do jej źródła. Do wierności. Do prawdy. Do odpowiedzialności. I może wtedy Walentynki przestaną być sezonową sprzedażą emocji, a staną się przypomnieniem, że miłość nie jest chwilą. Jest wyborem.