Szkoła czy poligon ideologii?

We wtorkowym wydaniu „Naszego Dziennika” z 9 września 2025 roku redaktor Rafał Stefaniuk opublikował tekst zatytułowany „Rodzicielski sprzeciw”. Artykuł ten wstrząsnął opinią publiczną, bo pokazał coś, o czym od dawna mówiliśmy: w Polsce narasta nie tylko dyskusja, ale wręcz otwarty spór między rodzicami a władzą, która próbuje narzucać dzieciom ideologiczne treści pod przykrywką „edukacji zdrowotnej”. To nie jest debata akademicka, to nie jest temat zastępczy. To walka o przyszłość narodu. Pod pięknymi hasłami troski o zdrowie i nowoczesnej edukacji kryje się próba systemowego odebrania rodzicom ich podstawowego, konstytucyjnego prawa – prawa do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Artykuł 48 Konstytucji RP mówi jasno: rodzice mają prawo i obowiązek wychowywać dzieci według własnego światopoglądu, a państwo nie ma prawa tego kwestionować. Tymczasem władza Donalda Tuska, przy pomocy Barbary Nowackiej i Katarzyny Lubnauer, czyni wszystko, by to prawo złamać, a polską szkołę zamienić w poligon ideologicznych eksperymentów.

Przykłady są aż nadto wymowne. W Czarnym Dunajcu na Podhalu rodzice wypisali z nowego przedmiotu wszystkie dzieci w kilku szkołach. To nie jest jednostkowy bunt, to sygnał, że Polacy nie pozwolą na wychowywanie swoich dzieci według lewackich wzorców. Podobne rezygnacje pojawiają się na Mazowszu, Śląsku, Lubelszczyźnie i w Warszawie. Rodzice masowo podpisują oświadczenia, jasno wyrażając sprzeciw. Co więcej, wielu z nich miało na tyle odwagi i determinacji, by rezygnacje składać już wiosną, zanim przedmiot formalnie ruszył. To pokazuje ich świadomość i dalekowzroczność – bo kto zna historię, ten wie, że ideologia zawsze przychodzi w białych rękawiczkach, zawsze posługuje się pięknymi hasłami, a w rzeczywistości niesie zamęt i demoralizację.

I tu trzeba powiedzieć wprost: im bardziej rząd będzie próbował na siłę ideologizować dzieci i zmuszać rodziców do uległości, tym silniejszy będzie opór i tym większa porażka, którą poniesie. To zdanie jest dziś nie tylko przestrogą, ale i manifestem. Rodzice pokazali, że nie są bierną masą, którą można dowolnie sterować. Przeciwnie – mają świadomość swoich praw, rozumieją zagrożenie i wiedzą, że przyszłość ich dzieci nie jest przedmiotem politycznego targu.

Spójrzmy na obraz obecnego Ministerstwa Edukacji. Barbara Nowacka i Katarzyna Lubnauer od miesięcy prezentują swoje „sukcesy”, które w rzeczywistości są pasmem porażek. Ich dziełem jest rezygnacja z prac domowych, która uderza w rozwój odpowiedzialności i samodzielności ucznia. Obniżenie podstawy programowej, które skutkuje intelektualnym zubożeniem młodego pokolenia. Rugowanie klasyków literatury, które odcina dzieci od własnych korzeni i tradycji kulturowej. Redukcja godzin religii, bo religia przeszkadza, a ideologia ma być „nowym paradygmatem”. Wreszcie forsowanie prawa, by dzieci powyżej 13. roku życia mogły korzystać z pomocy psychologa bez wiedzy i zgody rodziców. To wszystko układa się w spójny plan: pozbawić rodziców wpływu na wychowanie, a w to miejsce wprowadzić państwowy, ideologiczny nadzór. Barbara Nowacka oceniana jest dziś jako najgorszy minister w rządzie Donalda Tuska – i nie bez powodu. Bo zamiast wychowywać, próbuje demoralizować, zamiast wspierać rodzinę, podkopuje jej fundamenty.

To właśnie dlatego w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” powiedziałem jasno: „To, co się dzieje wokół przedmiotu ‘edukacja zdrowotna’, może przejść do podręczników obywatelskiego sprzeciwu wobec eksperymentów państwa na dzieciach. Idąc za głosem rozumu, nauczaniem Kościoła, organizacje i środowiska prorodzinne jasno pokazały, że nie zgadzają się na ingerencję państwa w sferę wychowania i edukacji. Wybór właściwej drogi ideologicznej pociągałby za sobą poważne skutki.” Dodałem również: „Dyrektorzy szkół dostają wytyczne, a rodzice są zdezorientowani i narażani na wielką presję wysyłania dzieci na zajęcia.” To są słowa, które oddają rzeczywistość tysięcy rodzin. Bo dziś presja nie polega tylko na propagandzie w mediach społecznościowych czy ulotkach rozsyłanych do szkół. To także naciski na dyrektorów, na nauczycieli, na samorządy. System próbuje stworzyć wrażenie, że przedmiot jest neutralny. Ale neutralność to tylko maska. W rzeczywistości chodzi o ideologiczne formatowanie młodych ludzi.

Niech nikt nie ma złudzeń – w miejsce Ewangelii, w miejsce klasyków, w miejsce rodziny i tradycji, próbuje się wprowadzić nowy paradygmat. To nie jest edukacja, to demoralizacja. To jest przemoc ideologiczna, która – i mówię to z całą mocą – spotyka się już z oporem. Powiedziałem to również wprost: „Paradoks tej historii polega na tym, że minister Nowacka stara się demoralizować dzieci i młodzież. Religia w szkołach przeszkadza, a ‘edukacja zdrowotna’ ma być nowym paradygmatem. Jak widać, także w Polsce uruchomiono potężne narzędzie.” I dalej: „Sposób forsowania przedmiotu pod hasłem ‘edukacja zdrowotna’ jest niczym innym jak przemocą ideologiczną. I to widać po efektach.”

To, co dziś robią rodzice – organizując się, podpisując oświadczenia, rezygnując z zajęć – jest nie tylko sprzeciwem wobec jednego przedmiotu. To jest sprzeciw wobec całej strategii ideologicznej, która chce odebrać im prawo do wychowania. To jest walka nie o godzinę lekcyjną, ale o dusze i serca młodego pokolenia. I właśnie dlatego należy im się szacunek i uznanie. Bo bronią tego, co najcenniejsze. Bronią swoich dzieci, bronią rodziny, bronią przyszłości narodu.

Dlatego jeszcze raz powtórzę te słowa, które w tej debacie powinny wybrzmiewać jak manifest: im bardziej rząd będzie próbował na siłę ideologizować dzieci i zmuszać rodziców do uległości, tym silniejszy będzie opór i tym większa porażka, którą poniesie. To jest przestroga, ale i obietnica. Bo dopóki rodzice w Polsce stają do walki o swoje dzieci, dopóty przyszłość tego narodu nie jest przegrana.