Porządek czy precedens? Sprawa, która może zmienić system

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie nie jest drobnym epizodem w lokalnym sporze. To moment, który odsłania napięcie znacznie głębsze niż sama relacja między uczniem a szkołą. Sąd zobowiązał placówkę do używania wobec ucznia imienia i zaimków zgodnych z jego deklarowaną tożsamością, mimo że w dokumentach państwowych nadal figuruje on jako osoba płci męskiej, a formalna procedura zmiany danych nie została zakończona. To nie jest spór o grzeczność. To pytanie o to, co w państwie prawa jest pierwsze: dokument czy deklaracja, procedura czy subiektywne odczucie.

Instytucja publiczna działa na podstawie i w granicach prawa. To nie jest slogan z podręcznika administracji. To fundament całego systemu. Szkoła nie jest prywatnym podmiotem, który może dowolnie kształtować zasady funkcjonowania. Ma obowiązek opierać się na dokumentach, które mają moc prawną. Jeżeli w oficjalnych rejestrach ktoś figuruje jako osoba określonej płci, szkoła – jako organ realizujący zadania publiczne – porusza się w ramach tego porządku. W przeciwnym razie wchodzi w obszar interpretacyjnej dowolności.

Sąd uznał jednak, że ochrona dóbr osobistych ucznia w relacji szkolnej może uzasadniać obowiązek stosowania form językowych zgodnych z jego deklaracją, mimo że formalny stan prawny nie uległ zmianie. W tym miejscu pojawia się pytanie zasadnicze: czy ochrona dóbr osobistych może wyprzedzać formalny porządek prawny? Czy sąd może nakazać instytucji publicznej funkcjonowanie wbrew dokumentowi, który wciąż obowiązuje?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, to w praktyce oznacza to, że deklaracja jednostki może stać się silniejsza niż stan prawny potwierdzony w rejestrach państwowych. To precedens. A precedensy mają to do siebie, że nie kończą się na jednym przypadku. Wchodzą do obiegu. Są przywoływane w kolejnych sprawach. Stają się argumentem. I stopniowo zmieniają system.

Z perspektywy klasycznej antropologii człowiek jest jednością ciała i duszy. Płeć nie jest kategorią uznaniową, którą można dowolnie modyfikować w zależności od wewnętrznego odczucia. Jest elementem obiektywnej struktury osoby ludzkiej, zakorzenionym w naturze. W tym ujęciu prawda o człowieku nie powstaje w akcie woli. Ona jest odkrywana, a nie tworzona. Jeśli język ma być zgodny z rzeczywistością, powinien odzwierciedlać to, co jest, a nie to, co ktoś deklaruje jako własne przeżycie.

Z perspektywy prawa obowiązuje zasada, że procedura poprzedza skutek. Najpierw zmiana w dokumentach, potem konsekwencje w obrocie prawnym. Jeśli zaczniemy odwracać ten porządek, tworzymy sytuację, w której stan faktyczny funkcjonuje równolegle do stanu prawnego. Szkoła zostaje postawiona między młotem a kowadłem: z jednej strony dokument, z drugiej wyrok nakazujący postępowanie wbrew dokumentowi. Taka sytuacja nie wzmacnia systemu. Ona go rozszczelnia.

To nie jest kwestia emocji ani osobistej sympatii czy antypatii wobec kogokolwiek. Każdy człowiek zasługuje na szacunek i ochronę przed przemocą czy poniżeniem. Problem polega na czymś innym: czy szkoła ma potwierdzać deklarację, czy stać na straży obiektywnego ładu? Czy jej rolą jest afirmowanie subiektywnej tożsamości, czy kształtowanie młodego człowieka w oparciu o rzeczywistość, która nie podlega głosowaniu ani indywidualnej redefinicji?

Jeżeli instytucja publiczna zaczyna funkcjonować w oparciu o deklaracje sprzeczne z obowiązującymi dokumentami, powstaje pytanie o granice. Czy podobna logika będzie stosowana w innych obszarach? Czy wystarczy oświadczenie, by zmienić sposób działania urzędu, szkoły, sądu? Państwo prawa opiera się na stabilności i przewidywalności. Gdy te elementy zostają osłabione, w ich miejsce wchodzi uznaniowość.

W dłuższej perspektywie sprawa z Rzeszowa może mieć znaczenie wykraczające poza jedną szkołę. Może stać się punktem odniesienia dla kolejnych sporów. Może wpłynąć na praktykę edukacyjną, na wytyczne dla dyrektorów, na programy szkoleniowe. Może zmienić sposób, w jaki szkoły rozumieją swoją rolę. Z miejsca formacji w prawdzie mogą stać się przestrzenią, w której język dostosowuje się do deklaracji, nawet jeśli stoi ona w napięciu z dokumentem i z obiektywną rzeczywistością.

To jest pytanie o ład. O to, czy w systemie prawnym pierwszeństwo ma procedura, czy subiektywne przeżycie. O to, czy prawo ma odzwierciedlać rzeczywistość, czy ją kształtować wbrew jej strukturze. O to, czy precedens nie stanie się narzędziem trwałej zmiany modelu państwa.

Nie chodzi o to, by kogokolwiek wykluczać. Chodzi o to, by nie rozmontować fundamentów, na których opiera się porządek publiczny. Jeżeli dokument przestaje mieć znaczenie, a deklaracja zaczyna je wyprzedzać, wchodzimy w obszar, w którym granice stają się płynne. A płynność w prawie rzadko bywa sprzymierzeńcem stabilności.