Made in hipokryzja

Pod hasłem „edukacja zdrowotna” kryje się dziś coś więcej niż zwykła troska o zdrowie dzieci. To nowa arena politycznego sporu, w której dzieci stały się rekwizytem w grze o władzę i ideologię. A cała historia z decyzją prezydenta Karola Nawrockiego pokazała jedno – podwójne standardy, które rządzą polskim życiem publicznym.

Karol Nawrocki, prezydent Rzeczypospolitej, wspólnie z żoną postanowił wypisać swojego syna z zajęć edukacji zdrowotnej. Decyzję ogłosił otwarcie na portalu X:

„Podjęliśmy decyzję o wypisaniu naszego syna z zajęć Edukacji Zdrowotnej. Pod niewinnie brzmiącą nazwą tego przedmiotu próbuje się przemycać do polskich szkół ideologię i politykę, a na to nie może być zgody. Szkoła to przede wszystkim miejsce nauki, ale także przestrzeń budowania szacunku do kultury, tradycji i wartości chrześcijańskich, z których wyrasta nasza cywilizacja.”

I dodał kluczowe zdanie:

„W pierwszej kolejności to my, rodzice, mamy prawo do decyzji w sprawie edukacji naszych dzieci i to jest ten moment, kiedy z tego prawa warto skorzystać”.

Słowa wydawałoby się oczywiste, bo potwierdzone w Konstytucji i w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. To rodzice, nie państwo, mają decydujący głos w wychowaniu dzieci. Edukacja zdrowotna nie jest obowiązkowa – można zapisać, ale można też wypisać. Tak działa prawo.

A jednak na prezydenta Nawrockiego spadła fala krytyki. Katarzyna Lubnauer stwierdziła, że „nie czytał podstawy programowej” i dodała złośliwie, że „w PiS krucho z wiedzą o owulacji i polucjach”. Magdalena Biejat mówiła o „importowanych wojnach kulturowych” i o tym, że na edukacji zdrowotnej robi się politykę.

I tutaj dochodzimy do sedna – bo hipokryzja wyszła na jaw szybciej, niż można się było spodziewać. Joanna Scheuring-Wielgus, która najgłośniej woła o obowiązkową edukację zdrowotną, przyznała, że jej własny syn na te zajęcia nie chodzi, bo… sam poprosił, by go nie zapisywać. A gdy portal Niezalezna.pl ujawnił, że także Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy i wiceszef Platformy Obywatelskiej, wypisał syna z tych zajęć – media nagle zamilkły.

Gdzie wtedy była ta sama gorąca nagonka? Gdzie byli ci sami celebryci i dziennikarze, którzy rzucali się na Karola Nawrockiego jak wilki? Cisza. Podwójne standardy w pełnej krasie.

A fakty są takie, że setki tysięcy rodziców w całej Polsce podejmują podobne decyzje. Dane z województwa opolskiego pokazują, że niemal co drugi uczeń nie chodzi na edukację zdrowotną. I to nie dlatego, że rodzice są „ciemni” czy „nieczytający podstawy programowej”. Oni po prostu korzystają z prawa, które im przysługuje.

 

Cała ta sytuacja obnażyła brutalną prawdę o polskiej polityce. Dzieci nie są dla niej podmiotem troski, ale narzędziem w ideologicznych wojnach. Jeśli decyzję podejmuje prezydent z obozu konserwatywnego – nagonka. Jeśli to samo robi polityk liberalny – cisza. To jest właśnie hipokryzja. Made in Poland.

A na końcu zostaje jedno pytanie, które każdy rodzic powinien sobie zadać: czy to państwo i ideologia mają decydować o wychowaniu moich dzieci, czy ja – ich matka, ich ojciec?

I dopóki odpowiedź będzie brzmiała „rodzice”, dopóty żadna ideologiczna burza nie zmieni fundamentu – wolności i odpowiedzialności rodziny.