Jest coś niezwykle niepokojącego w świecie, w którym żyjemy. Nigdy wcześniej człowiek nie miał tak wielu możliwości komunikowania się z innymi ludźmi, a jednocześnie nigdy wcześniej tak wielu ludzi nie doświadczało samotności. Nigdy wcześniej nie mieliśmy dostępu do tak ogromnej ilości informacji, a jednocześnie coraz częściej obserwujemy zagubienie, chaos i niezdolność do odróżniania prawdy od fałszu. Nigdy wcześniej nie mówiono tak wiele o wolności, tolerancji, godności człowieka i prawach jednostki, a jednocześnie coraz częściej spotykamy ludzi zagubionych, przestraszonych i pozbawionych poczucia sensu. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Cywilizacja rozwija się. Technologia przyspiesza. Komfort życia wzrasta. Wystarczy jednak spojrzeć głębiej, aby zauważyć, że pod błyszczącą powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej niepokojącego. Coraz częściej mamy bowiem do czynienia nie z rzeczywistością, lecz z jej imitacją.
Św. Grzegorz z Nyssy opowiadał o człowieku, który patrząc na małpę, dostrzega podobieństwo do człowieka. Z pewnej odległości wszystko wydaje się znajome. Kształt twarzy. Ruchy rąk. Sposób poruszania się. Niektóre zachowania. Im dłużej jednak człowiek się przygląda, tym bardziej rozumie, że podobieństwo nie oznacza tożsamości. Małpa może przypominać człowieka, ale nigdy człowiekiem nie będzie. Może kopiować pewne zachowania, ale nie posiada rozumu zdolnego do poznawania prawdy, sumienia zdolnego do odróżniania dobra od zła ani duszy otwartej na wieczność. To właśnie dlatego podobieństwo bywa tak zwodnicze. Potrafi oszukać wzrok. Potrafi oszukać emocje. Potrafi nawet oszukać rozum człowieka, który przestaje zadawać pytania.
Być może właśnie dlatego ta stara opowieść wydaje się dzisiaj bardziej aktualna niż kiedykolwiek wcześniej. Współczesna kultura coraz rzadziej niszczy rzeczywistość wprost. Znacznie częściej tworzy jej kopię. Nie atakuje małżeństwa poprzez otwarte wezwanie do jego likwidacji. Tworzy nową definicję małżeństwa. Nie atakuje rodziny przez zakaz jej istnienia. Tworzy alternatywne konstrukcje, które mają wyglądać podobnie. Nie odrzuca wolności. Tworzy jej nową wersję, oderwaną od odpowiedzialności. Nie odrzuca prawdy. Przekonuje, że każdy posiada własną prawdę. W efekcie człowiek coraz częściej żyje w świecie przypominającym rzeczywistość, ale stopniowo pozbawionym jej najważniejszych fundamentów.
To właśnie dlatego współczesny kryzys jest tak trudny do rozpoznania. Gdyby ktoś próbował zniszczyć cywilizację Zachodu przy pomocy czołgów, większość ludzi natychmiast dostrzegłaby zagrożenie. Gdyby ktoś próbował zamknąć wszystkie kościoły, ludzie zrozumieliby, że mają do czynienia z prześladowaniem. Gdyby ktoś publicznie ogłosił, że chce zlikwidować rodzinę, spotkałby się z powszechnym oporem. Współczesne procesy kulturowe działają jednak inaczej. Nie niszczą. One zastępują. Nie atakują. One kopiują. Nie burzą. One przebudowują znaczenie słów. Właśnie dlatego tak wielu ludzi nie zauważa momentu, w którym rzeczywistość zostaje zastąpiona przez jej imitację.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do życia w świecie pozorów. Wystarczy spojrzeć na sposób, w jaki współczesna kultura opowiada o szczęściu. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu szczęście kojarzono z rodziną, przyjaźnią, sensem życia, odpowiedzialnością i trwałymi relacjami. Dzisiaj coraz częściej przedstawia się je jako zbiór przyjemnych doświadczeń. Człowiek ma konsumować, podróżować, doświadczać, przeżywać emocje i nieustannie szukać nowych bodźców. W rezultacie otrzymuje szczęście przypominające szczęście, ale niezdolne do zaspokojenia najgłębszych potrzeb ludzkiego serca. Otrzymuje namiastkę. Otrzymuje imitację. Otrzymuje błysk zamiast światła.
Podobny proces można dostrzec w odniesieniu do wolności. Przez stulecia wolność rozumiano jako zdolność wybierania dobra. Człowiek wolny był człowiekiem panującym nad sobą, swoimi słabościami i namiętnościami. Współczesna kultura coraz częściej proponuje inną definicję. Wolność staje się możliwością robienia wszystkiego, na co ma się ochotę. Brzmi to atrakcyjnie, ale prowadzi do paradoksu. Człowiek przekonany o własnej wolności coraz częściej okazuje się niewolnikiem własnych impulsów, uzależnień, emocji i społecznych oczekiwań. Otrzymuje wolność przypominającą wolność, ale pozbawioną jej istoty. Tak jak małpa przypomina człowieka, nie będąc człowiekiem, tak współczesna samowola coraz częściej przypomina wolność, nie będąc wolnością.
Jeszcze bardziej dramatycznie wygląda sytuacja w odniesieniu do prawdy. Cywilizacja europejska przez wieki była zbudowana na przekonaniu, że prawda istnieje niezależnie od naszych opinii. Można jej szukać. Można się mylić. Można ją odrzucać. Nie można jej jednak tworzyć według własnego uznania. Współczesny świat coraz częściej odchodzi od tego przekonania. Prawda zostaje zastąpiona narracją. Fakty ustępują miejsca interpretacjom. Argumenty przegrywają z emocjami. Coraz częściej nie pyta się już, czy coś jest prawdziwe, lecz czy jest użyteczne, popularne albo zgodne z dominującym nurtem kulturowym. To właśnie w takim świecie człowiek zaczyna gubić orientację. Nie dlatego, że odrzucił prawdę. Znacznie częściej dlatego, że przestał odróżniać prawdę od jej imitacji.
Historia pokazuje, że wielkie cywilizacje nie umierają wyłącznie z powodu kryzysów gospodarczych czy militarnych. Znacznie częściej umierają wtedy, gdy tracą zdolność rozpoznawania rzeczywistości. Kiedy przestają rozumieć, kim są. Kiedy zaczynają wstydzić się własnej historii. Kiedy przestają wierzyć w sens własnego istnienia. Kiedy zastępują prawdę propagandą, piękno kiczem, mądrość sloganem, a wychowanie ideologiczną tresurą. Wówczas kryzys nie zaczyna się na granicach państw ani w parlamentach. Zaczyna się w ludzkich umysłach.
Dlatego opowieść św. Grzegorza z Nyssy nie jest historią o małpie. Jest historią o człowieku. O człowieku żyjącym w epoce, która nauczyła się doskonale produkować imitacje. O człowieku, który każdego dnia staje przed wyborem między rzeczywistością a jej kopią. O człowieku, który musi zdecydować, czy chce żyć prawdą, czy jej wygodnym substytutem. O człowieku, który coraz częściej zachwyca się tym, co przypomina dobro, piękno i wolność, zapominając o ich prawdziwym źródle.
Być może właśnie to jest najważniejsze pytanie naszych czasów. Nie pytanie o politykę, gospodarkę czy technologię. Pytanie o zdolność rozpoznawania rzeczy takimi, jakie są naprawdę. Bo człowiek, który pomyli kopię z oryginałem, imitację z rzeczywistością i pozór z prawdą, wcześniej czy później zgubi nie tylko drogę. Zgubi samego siebie.