To, co obserwujemy dziś wokół Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu, nie jest przypadkowym zbiegiem okoliczności. To nie jest drobne spięcie, kontrola, rutynowa procedura ani element jakiegoś biurokratycznego porządku. To jest wojna — i to wojna z pamięcią, prawdą i tożsamością. Wojna, która toczy się z precyzją, cynizmem i symbolicznym wyborem dat, bo każdy ruch jest tu obmyślony tak, by uderzyć nie tylko w instytucję, ale w środowisko, w ludzi, w tożsamość, która stoi za Radiem Maryja, Telewizją Trwam i monumentalnym dziełem Ojca Tadeusza Rydzyka. Wojna, która ma jeden cel: skompromitować, odebrać wiarygodność, wprowadzić chaos, zasiać nieufność i na końcu przerobić narodową pamięć na bezkształtną masę poprawnościowych sloganów.
I najpierw pojawia się raport — ogromny, precyzyjny, szczegółowy, napisany przez Zespół Wspierania Radia Maryja. Raport, który punkt po punkcie obala wszystkie zarzuty stawiane muzeum. Raport, którego nikt z atakujących nawet nie próbował podważyć merytorycznie, bo nie ma na czym. Zawiera fakty, dokumenty, daty, decyzje, umowy, rozliczenia, i jeden fundamentalny wniosek: zarzuty wobec muzeum są bezzasadne, sztucznie wykreowane, politycznie obliczone i oderwane od rzeczywistości. Ale co słyszymy w mediach? Nic. Co słyszymy od organów państwa? Ciszę. Co słyszymy ze strony ludzi, którzy powinni bronić dzieła Kościoła? Jeszcze większą ciszę, tak gęstą i znaczącą, że aż trudno ją znieść.
Tymczasem pół miliona ludzi w Polsce podpisało się pod protestem, domagając się prawdy, uczciwego traktowania muzeum i zakończenia nagonki. Pół miliona — liczba, która wywołałaby trzęsienie ziemi w każdym demokratycznym kraju, gdyby dotyczyła modnego tematu, modnego hasła albo modnego środowiska. Ale tu? Jakby te podpisy były powietrzem. Jakby setki tysięcy obywateli nie miały żadnego znaczenia. W teorii słuchamy, że władza ma być wrażliwa na głos społeczeństwa, a w praktyce widzimy pogardę, jakiej nie pamiętamy od lat. Pogardę wobec ludzi, którzy pamiętają i wiedzą, o co walczą. Pogardę wobec ludzi, których łatwo obrażać, bo nie mają wpływów, nie mają swoich mediów, nie reprezentują modnych trendów. Najłatwiej zawsze uderzać w tych, których można nazwać „moherami”. Ale ja powiem to, co wielu myśli: wolę być Radia Maryja moherem niż Donalda Tuska i Koalicji 13 grudnia frajerem. Bo frajerstwo polega na tym, że człowiek daje się prowadzić narracji. Moher to człowiek, który ma swoją pamięć, swój rozum, swoje wartości. I to dzisiaj najbardziej boli tych, którzy chcą pisać historię Polski na nowo.
A teraz przechodzimy do symbolicznego ciosu: wezwanie Ojca Tadeusza Rydzyka do prokuratury na 8 grudnia, dokładnie w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i w 34. rocznicę powstania Radia Maryja. Czy ktokolwiek wierzy, że to przypadek? Że akurat tego dnia, akurat w tę uroczystość, akurat w tę rocznicę — prokuratura wysyła wezwanie? Przecież to jest komunikat. To jest próba upokorzenia, próba zastraszenia, próba pokazania, że państwo może człowieka traktować jak stadionowego chuligana: „masz się stawić na komendzie”. Jak to skomentowała rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, Dorota Sokołowska-Mach, wszystko jest zgodne z procedurami. Cóż za troska o seniorów — 80-letni redemptorysta wzywany w święto, w rocznicę, tak jakby komuś zależało nie na śledztwie, ale na symbolu poniżenia. Tylko kibola wzywa się w dzień meczu. Tylko tego, komu chcą pokazać miejsce w szeregu, wzywa się w dzień najważniejszego wydarzenia.
Tak działa mechanizm nacisku: nie chodzi o ustalenie prawdy, tylko o wywołanie presji psychologicznej, medialnej i środowiskowej. Chodzi o to, by człowiek musiał tłumaczyć swoją niewinność, podczas gdy państwo nie jest w stanie udowodnić mu winy. To jest totalna zamiana ról, odwrócenie zasad praworządności, przypominające metody kominternu: oskarż najpierw, dowody dorób potem. Stwórz atmosferę podejrzenia, a reszta zrobi się sama. Tu nie chodzi o muzeum. Tu chodzi o zniszczenie zaufania do środowiska, które nie klęka przed nową ideologią. Tu chodzi o delegitymizację Kościoła od środka.
Ale najbardziej uderzające — najbardziej bolesne — jest milczenie episkopatu. Milczenie, które krzyczy. Milczenie, które boli bardziej niż atak władzy. Bo kiedy trzeba było komentować incydent z chanuką zgaszoną przez posła Brauna, reakcja była natychmiastowa. Kiedy odwołano koncert we Wrześni — głosów nie brakowało. Gdy chodzi o wrażliwość środowisk określanych jako „starsi bracia w wierze”, odzywają się nawet ci, którzy od lat milczą w sprawach Kościoła. Ale kiedy uderza się w Radio Maryja — cisza. Jakby ktoś uznał, że Rydzyk to nie kapłan. Jakby był jakąś postacią medialną, którą można publicznie linczować bez obrony. A przecież Jan Paweł II mówił o Radiu Maryja jasno, jednoznacznie, wielokrotnie — jako o dziele Kościoła. Dlaczego więc ta cisza? Może dlatego, że najważniejszym świętym w polskim Kościele stał się „święty spokój”. I byle nie ruszać niczego, co mogłoby wywołać reakcję mediów. Tylko że milczenie jest zgodą. A zgodą na niesprawiedliwość jest współudział.
Gdyby nie mocne komentarze ludzi takich jak prof. Bogusław Wolniewicz, którzy mieli odwagę powiedzieć prawdę, atmosfera byłaby jeszcze gęstsza. Profesor Wolniewicz mówił bez owijania w bawełnę: „Cenię Radio Maryja nie za to, że się z nim zgadzam, ale za to, że jest niezależne. Jest dobrem ogólnonarodowym”. I dodawał: „O was mówi się najbezczelniejsze oszczerstwa i nikt nie staje w waszej obronie. To czysta zła wola”. Te słowa brzmią dziś jak proroctwo. Bo dokładnie to się dzieje: oszczerstwa, manipulacje, medialne ataki, a w tle bunt elit, którym przeszkadza, że ktoś ma własny głos i własne media poza ich kontrolą.
A ja mogę powiedzieć jedno: znam to miejsce. Znam muzeum, znam sanktuarium, znam redakcję. Bywałem tam. Wiem, jak się tam pracuje. Wiem, jak wygląda ta praca u podstaw, którą tak łatwo opluć z salonów Warszawy. I gdy patrzę na to, co dzieje się dzisiaj — widzę, że nie chodzi o żadną nieprawidłowość, bo żadnych nie udowodniono. Chodzi o wojnę z pamięcią. O wojnę z prawdą. O wojnę z tożsamością narodu.
I dlatego ten wpis jest mocny. Bo dziś trzeba mówić mocno. Trzeba mówić jasno. Nie wolno udawać, że nic się nie dzieje. Dzieje się — i to bardzo dużo. I właśnie teraz jest czas, żeby ludzie mieli odwagę stanąć po stronie prawdy. Nie po stronie narracji, nie po stronie ideologii, nie po stronie politycznego interesu.
Bo jeśli dziś nie obronimy Muzeum „Pamięć i Tożsamość”, Radia Maryja i Telewizji Trwam — jutro nie obronimy już niczego. Wtedy zostanie tylko jedna wersja historii: ta napisana przez zwycięzców medialnych, którzy z pamięci narodu zrobią towar, a z prawdy — opcję polityczną. A na to zgodzić się nie możemy. Nigdy.