Urban wraca w nowej masce. Obajtek oskarżony za obronę krzyża

Sprawa Daniela Obajtka nie jest zwykłym konfliktem politycznym, jak chcieliby ją przedstawiać niektórzy komentatorzy. To nie jest historia o immunitecie europosła, to nie jest kolejna odsłona partyjnych rozgrywek. To jest sprawa fundamentalna – sprawa cywilizacji. Chodzi o to, czy w Polsce wolno jeszcze bronić sacrum, czy wolno stanąć w obronie krzyża i świętego Jana Pawła II. Chodzi o to, czy prawo chroniące uczucia religijne będzie respektowane, czy zostanie oddane szydercom, którzy od dekad gardzą wiarą i polskością.

Pod koniec lipca 2025 roku Adam Bodnar, ówczesny Prokurator Generalny, złożył do Parlamentu Europejskiego wniosek o uchylenie immunitetu Danielowi Obajtkowi. Zarzuty wobec niego są dwa. Pierwszy dotyczy rzekomych fałszywych zeznań. Drugi – i to on jest najważniejszy – dotyczy decyzji Obajtka o wycofaniu ze stacji Orlenu tygodnika „Nie”. Gazety znanej z pogardy wobec Kościoła, gazety, która przez lata szydziła z Jana Pawła II i profanowała krzyż. Obajtek postanowił, że takie treści nie będą dystrybuowane w punktach sprzedaży państwowej spółki. Za ten akt obrony sacrum dziś staje przed zarzutami.

Czy była to decyzja arbitralna? Nie. To była decyzja oparta o obowiązujące prawo. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 53 jasno stwierdza, że każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Wolność ta obejmuje prawo do praktyk, prawo do posiadania miejsc kultu, a także prawo do ochrony uczuć religijnych. Kodeks karny w art. 194 penalizuje ograniczanie wolności religii. W art. 195 przewiduje karę za przeszkadzanie w wykonywaniu praktyk religijnych. I wreszcie – w art. 196 mówi wprost: kto obraża uczucia religijne, znieważając przedmiot czci religijnej, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.

To jest fundament. To nie jest margines prawa, to nie jest archaiczny zapis. To jest obowiązujący porządek prawny, wielokrotnie potwierdzony w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. TK w wyroku z 6 października 2015 r. (sygn. SK 54/13) jednoznacznie orzekł, że ochrona uczuć religijnych jest zgodna z Konstytucją, a wolność słowa nie ma charakteru absolutnego. Granicą wolności słowa są prawa i wolności innych osób. Bluźnierstwo nie jest wolnością, bluźnierstwo jest nadużyciem.

Daniel Obajtek działał więc nie tylko moralnie słusznie, ale prawnie poprawnie. On nie złamał prawa – on je respektował. Sam tłumaczył: „Nie pozwolę ranić uczuć religijnych, w związku z tym wycofaliśmy to wydanie gazety. Cały czas trwa tylko i wyłącznie atak na ludzi, którzy cokolwiek w tym kraju chcieli zrobić czy cokolwiek w tym kraju zrobili”. To są słowa człowieka, który rozumie, że w Polsce obowiązuje prawo i że sacrum nie może być deptane.

Tymczasem prokuratura – zamiast stanąć po stronie prawa – staje po stronie bluźnierców. Zamiast bronić uczuć religijnych milionów Polaków, ściga człowieka, który miał odwagę je chronić. To jest jawny sygnał: można szydzić z krzyża, można profanować Jana Pawła II, można obrażać uczucia religijne – i nic ci się nie stanie. Ale jeśli ktoś stanie w obronie prawa i sacrum, zostanie ukarany. To nie jest już państwo prawa. To jest państwo odwróconej logiki, państwo, które uczy obywateli pogardy dla prawa.

Nie sposób nie odwołać się do historii. W latach 80. twarzą szyderstwa wobec Kościoła był Jerzy Urban. To on jako rzecznik rządu Jaruzelskiego mówił, że Kościół to „wróg ustroju”. To on nazywał księży „wichrzycielami”. To on w swoich felietonach szydził z ks. Jerzego Popiełuszki, nazywając go „fanatykiem” i „szkodnikiem”. Urban zatruwał przestrzeń publiczną, przygotowywał atmosferę nienawiści, w której można było porwać i zamordować kapłana.

Dziś Adam Bodnar idzie tą samą linią. Nie musi używać tych samych słów. Nie musi powtarzać tamtych propagandowych haseł. Ale efekt jego decyzji jest ten sam. Urban mówił: „Kościół to wróg”. Bodnar czynem mówi: „obrona Kościoła to przestępstwo”. Urban szydził z Popiełuszki. Bodnar stawia zarzuty Obajtkowi. Urban stawał po stronie szyderców. Bodnar robi to samo. To jest ta sama linia, ten sam duch, to samo myślenie – tylko dekoracje się zmieniły.

I co dzieje się równolegle? W tym samym czasie, gdy Daniel Obajtek jest ścigany za obronę krzyża, państwo przywraca wysokie emerytury ubekom i esbekom – ludziom, którzy w PRL-u prześladowali antykomunistyczną opozycję, którzy katowali kapłanów, którzy tropili Polaków wiernych Kościołowi. Oni są nagradzani, oni odzyskują przywileje. A obrońca sacrum ma stanąć przed sądem. To jest odwrócenie sensu sprawiedliwości, to jest policzek wymierzony wszystkim ofiarom komunizmu.

Nie wolno zapominać także o wymiarze gospodarczym. Orlen za czasów Obajtka przynosił rekordowe zyski Skarbowi Państwa. Miliony, miliardy złotych, które finansowały inwestycje, wzmacniały gospodarkę, dawały Polsce poczucie stabilności i siły. Obajtek kierował spółką tak, że była symbolem potęgi państwa. I nagle okazuje się, że nie jest oskarżany o nadużycia finansowe, ale o obronę krzyża. To pokazuje jasno: tu nie chodzi o gospodarkę, tu nie chodzi o prawo. Tu chodzi o ideologię.

Sprawa Daniela Obajtka jest sprawą każdego z nas. Dziś prokuratura ściga europosła, ale jutro może ścigać nauczyciela, który nie zgodzi się na bluźniercze materiały w szkole. Jutro może ścigać rodzica, który powie: „nie pozwolę, by szydzono z mojej wiary”. Jutro może ścigać każdego z nas. To jest metoda zastraszenia. To jest metoda pokazania: nie wolno bronić sacrum.

Dlatego trzeba mówić jasno: to nie jest spór polityczny. To jest walka o fundamenty cywilizacji. To jest walka o prawo, o prawdę, o sacrum. Trybunał Konstytucyjny jasno orzekł, że ochrona uczuć religijnych jest obowiązkiem państwa. Konstytucja daje gwarancje wolności sumienia i religii. Kodeks karny przewiduje kary za obrażanie świętości. Daniel Obajtek stanął po stronie prawa. A prokuratura ściga go za to, że nie dopuścił do łamania prawa.

To jest jawne podważanie fundamentów państwa prawa. To jest uczenie obywateli pogardy dla prawa. To jest demontaż jednego z filarów cywilizacji – szacunku dla sacrum.

Sprawa Daniela Obajtka jest testem. To jest papierek lakmusowy, który pokaże, czy Polska jeszcze jest państwem prawa, czy już państwem bluźnierstwa. To jest sprawa, która powinna nas wszystkich obudzić. Urban w PRL-u szydził z Popiełuszki. Bodnar w III RP ściga Obajtka. Jeśli dziś nie powiemy „dość”, jutro obudzimy się w kraju, w którym krzyż będzie zakazany, a papież Polak będzie wyśmiewany przez własne państwo.

Na to zgody być nie może.