Jeszcze kilka lat temu wielu ludzi uznałoby taki tytuł za absurdalny żart, prowokację albo próbę ośmieszenia Kościoła. Dzisiaj jednak nie trzeba już wymyślać dystopijnych scenariuszy ani tworzyć satyrycznych wizji przyszłości, ponieważ rzeczywistość sama zaczyna dostarczać sytuacji, które jeszcze niedawno wydawały się nieprawdopodobne. I właśnie dlatego ten wpis jest potrzebny, ponieważ nie jest on zwykłym dopowiedzeniem do wcześniejszego materiału, ale próbą pokazania całego mechanizmu, który ujawnia się na naszych oczach wokół procesu synodalnego, języka „krzywdy”, redefinicji człowieka i bardzo selektywnego stosowania kościelnej dyscypliny.
W poprzednim odcinku pokazaliśmy komunikat Kurii Diecezjalnej w Drohiczynie dotyczący ks. Beniamina Sęktasa. Pokazaliśmy reakcję wobec kapłana, który publicznie zabrał głos, stawiając pytania dotyczące liturgii, Eucharystii, kierunku Kościoła oraz obecności określonych środowisk w przestrzeni synodalnej. W komunikacie pojawiły się mocne słowa o „wyrządzonych krzywdach” i „wywołanym zamęcie”, ale jednocześnie zabrakło rzeczy najważniejszej — precyzji. Nie wskazano jasno, jakie przepisy zostały naruszone, komu dokładnie wyrządzono krzywdę i na czym konkretnie miałoby polegać jej naprawienie. Powstała więc przestrzeń niedopowiedzenia, którą niemal natychmiast zaczęły wypełniać własne interpretacje i własne oczekiwania.