Odrzucenie racjonalnego podejścia do życia, odwrócenie się od prawdy i od wysiłku jej poznawania to nie jest neutralny wybór, to nie jest niewinna moda. To akt samobójczy, cywilizacyjne samookaleczenie, które w błyskawicznym tempie czyni nas zakładnikami chwilowych trendów, pustych sloganów i ideologicznych fantazji. W takim świecie nie ma już miejsca na trwałość. Nie ma miejsca na korzenie. Wszystko staje się płynne, chwilowe, efemeryczne. Antyracjonalne narracje kolonizują naszą świadomość, poddając ją procesowi cichej inżynierii. A my, zamiast się bronić, często dajemy się zwodzić, bo uwierzyliśmy, że „nowoczesność” polega na odrzuceniu tego, co logiczne, obiektywne i sprawdzone.
Środowiska postmodernistyczne i lewicowo-liberalne wmawiają nam, że w otaczającym nas świecie jedyną rzeczą pewną jest zmienność. Wszystko inne jest rzekomo reliktem przeszłości – miłość, małżeństwo, naród, wiara, Bóg, prawda. To wszystko ma być „konstruktem”, który można zdekonstruować i zastąpić czymś dowolnym. Efekt? Żyjemy w epoce, w której stabilność została wyrzucona na śmietnik historii, a zmiana podniesiona do rangi bóstwa. Zmiana – byle jaka, byle gdzie, byle tylko nieustanna – stała się nowym dogmatem. A gdy zmiana staje się jedynym dogmatem, człowiek przestaje być istotą zakorzenioną, a staje się liściem miotanym przez każdy podmuch medialnej propagandy.
Kiedyś ludzie wiedzieli, że mądrość polega na umiejętności obstawania przy prawdach oczywistych. Że to, co najprostsze i najtrwalsze, wymaga największej odwagi: stanąć po stronie dobra, bronić małżeństwa, uznać istnienie Boga, oprzeć się na prawdzie, a nie na iluzji. Dziś spryt, marketing i medialna manipulacja uchodzą za „mądrość”. Ale to tylko droga do własnego unicestwienia. Bo – jak słusznie powiedziano – „ten przetrwa, kto wybrał świadczenie prawdom oczywistym; kto wybrał chwilową iluzję, by na niej zarobić, ten przeminie wraz z iluzją”.
Współczesny dyskurs kulturowy to otwarta wojna z rozumem. Tam, gdzie kiedyś w centrum był logos – rozum i słowo – dziś promuje się instynkt, emocję, cielesność i popęd. Rozumowe poznanie zastąpiono „odczuwaniem”, „przeżywaniem”, „subiektywnym doświadczeniem”. To, co od zawsze było drogą człowieka do prawdy, zostało napiętnowane jako rzekomy „fetyszyzm Zachodu”, jako „roszczenie do obiektywizmu”. Dla postępowej elity każde odwołanie do rozumu jest podejrzane, bo przypomina o porządku, o normie, o czymś, co wykracza ponad emocję. A to jest nie do zniesienia dla tych, którzy chcą zbudować świat na relatywizmie.
Ten proces detronizowania rozumu nie wziął się znikąd. Już Friedrich Nietzsche ogłosił, że „nie ma prawdy, są tylko interpretacje”. Nietzsche chciał wykorzenić chrześcijaństwo z kultury, zniszczyć wiarę w Boga i obiektywną prawdę. Jego celem było wyrwanie człowieka z fundamentów i pozostawienie go sam na sam z wolą mocy, z chaosem, z nagą siłą. To był program filozoficznego nihilizmu, który dziś widzimy w pełnym rozkwicie.
Ale na tym się nie skończyło. Antonio Gramsci, włoski komunista, nadał tej filozofii praktyczny wymiar. Jego słynny „marsz przez instytucje” to nie była tylko teoria. To była instrukcja obsługi dla rewolucjonistów kulturowych. Gramsci uczył, że aby zmienić mentalność ludu, nie trzeba logicznych argumentów – wystarczy nieustannie powtarzać swoje slogany. Powtarzać, aż staną się częścią zbiorowej świadomości. To powtarzanie – niezależnie od prawdy – miało być najskuteczniejszym środkiem wychowawczym. I rzeczywiście, ta metoda działa do dziś.
Powtarzanie słów Nietzschego: „Nie ma prawdy, są tylko interpretacje” – niczym mantra – zatruwa świadomość kolejnych pokoleń. Propaganda działa jak kropla drążąca skałę: powtarza, powtarza, powtarza. A tłumy, które nie są już karmione logiką, ale emocją, zaczynają w to wierzyć. Nie analizują, nie pytają o konsekwencje. Wystarcza im fakt, że „wszyscy tak mówią”.
A jednak w tej narracji kryje się paradoks. Bo jeśli słowa Nietzschego są prawdziwe, to znaczy, że istnieje prawda – a więc cała jego teza upada. Jeśli zaś są fałszywe, to również upada. W obu przypadkach nihilizm okazuje się błędem, a człowiek zostaje skonfrontowany z pytaniem: jak to wszystko ma się do prawdy? Czy naprawdę możemy żyć, udając, że prawda nie istnieje? Czy możemy budować społeczeństwo na interpretacjach, które zmieniają się jak w kalejdoskopie?
Na koniec pozwólmy, by głos zabrał ktoś, kto potrafił łączyć filozofię z humorem i życiową prostotą. Ks. Józef Tischner w „Historii filozofii po góralsku” stwierdził jasno: są trzy prawdy – „święta prawda, też prawda i g…o prawda”. I właśnie w tej trzeciej kategorii należy umieścić twierdzenie, że „nie istnieje prawda obiektywna, są tylko interpretacje”. To jest g…o prawda – i nie ma co tego inaczej nazywać.
Dlatego dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy odwagi, by powrócić do racjonalnego poznania. Potrzebujemy siły, by przyznać, że istnieje prawda, niezależna od naszych zachcianek, mód i instytucjonalnych manipulacji. Potrzebujemy tej prawdy, bo tylko ona daje wolność. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – mówi Ewangelia. Bez prawdy człowiek staje się zakładnikiem propagandy, niewolnikiem własnych popędów i zabawką w rękach silniejszych.
Wybór jest prosty i brutalny: albo powrót do prawdy, rozumu i obiektywnych fundamentów, albo dryf w stronę nihilizmu, gdzie jedyną regułą jest kaprys, a jedyną pewnością – chaos. A w świecie chaosu ginie człowiek, ginie wspólnota, ginie cywilizacja.