Kto ukradł człowieka?
To pytanie nie jest prowokacją, nie jest też efektownym hasłem, które ma przyciągnąć uwagę na kilka sekund i zniknąć w kolejnym strumieniu informacji, lecz jest próbą zatrzymania się i spojrzenia na rzeczywistość w sposób spokojny, głęboki i uczciwy, bo jeśli naprawdę przyjrzymy się temu, co dzieje się dziś wokół nas – w kulturze, w edukacji, w mediach, w języku, którym opisujemy świat – zobaczymy proces, który nie polega na zwykłej zmianie epoki, lecz na stopniowym przesuwaniu fundamentów, na których przez tysiące lat budowano rozumienie człowieka jako osoby, jako bytu posiadającego swoją naturę, swoją godność, swoje miejsce i swój sens.
Jeszcze nie tak dawno człowiek był kimś zakorzenionym – nie tylko w sensie geograficznym czy społecznym, ale przede wszystkim egzystencjalnym, bo jego życie było wpisane w pewną ciągłość, w historię, w rodzinę, w tradycję, w wiarę, które razem tworzyły przestrzeń, w której mógł on odkrywać siebie, a nie wymyślać się od nowa każdego dnia, natomiast współczesność coraz częściej proponuje coś zupełnie odwrotnego, coś, co z pozoru wydaje się wyzwalające, a w rzeczywistości prowadzi do dezorientacji: człowiek nie ma już odkrywać tego, kim jest, lecz ma się projektować, konstruować, przebudowywać zgodnie z aktualnymi trendami, oczekiwaniami i ideologicznymi narracjami, które zmieniają się szybciej niż zdąży się je zrozumieć.
To nie wydarzyło się nagle, nie jest efektem jednego wydarzenia ani jednego pokolenia, lecz jest wynikiem długiego procesu intelektualnego i kulturowego, który rozpoczął się w momencie, gdy w filozofii zaczęto podważać istnienie natury ludzkiej jako czegoś obiektywnego i trwałego, a zamiast tego zaproponowano wizję człowieka jako produktu warunków społecznych, ekonomicznych i kulturowych, co w praktyce oznaczało, że skoro człowiek jest wytworem, to można go dowolnie przekształcać, poprawiać, redefiniować, a nawet – jeśli zajdzie taka potrzeba – całkowicie przeprojektować.
W tym miejscu zaczyna się zasadnicza zmiana, która z czasem objęła wszystkie obszary życia, ponieważ jeśli przyjmiemy, że człowiek nie posiada natury, to konsekwencją jest podważenie wszystkiego, co dotychczas było z nią związane, a więc rodziny jako naturalnej wspólnoty, kultury jako dziedzictwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie, tradycji jako pamięci, która nadaje sens teraźniejszości, oraz wiary jako odpowiedzi na pytanie o ostateczny cel życia, i w ich miejsce pojawia się nowa wizja, w której wszystko jest płynne, zmienne, podatne na redefinicję, a człowiek staje się kimś, kto nie tyle żyje w świecie, ile jest nieustannie przez ten świat przekształcany.
Do tego procesu dołącza współczesna technologia, która nie tylko przyspiesza zmiany, ale nadaje im zupełnie nowy wymiar, ponieważ człowiek przestaje być jedynie przedmiotem ideologii, a zaczyna być elementem systemu opartego na danych, algorytmach i mechanizmach przewidywania zachowań, gdzie jego wybory, preferencje i decyzje są analizowane, modelowane i w coraz większym stopniu kształtowane przez struktury, których często nawet nie dostrzega, co sprawia, że proces „przebudowy człowieka” nie wymaga już przemocy ani przymusu, lecz dokonuje się poprzez wpływ, sugestię i stopniowe przesuwanie granic tego, co uznaje on za normalne.
W takiej rzeczywistości szczególnie wyraźnie widać, jak ogromne znaczenie ma to, o czym mówił Roger Scruton, gdy używał pojęcia ojkofilii, czyli miłości domu, ponieważ dom nie jest jedynie przestrzenią fizyczną, lecz jest miejscem, w którym człowiek uczy się relacji, odpowiedzialności, pamięci i sensu, a więc wszystkiego tego, co pozwala mu zrozumieć, kim jest, i jeśli ten dom – rozumiany szeroko jako kultura, tradycja, wspólnota – zostaje osłabiony lub zakwestionowany, człowiek traci punkt odniesienia i staje się podatny na każdą propozycję, która obiecuje mu nową tożsamość, nawet jeśli jest ona wewnętrznie sprzeczna lub nietrwała.
Dlatego współczesny kryzys nie polega wyłącznie na sporach ideologicznych czy politycznych, lecz dotyczy samego rdzenia ludzkiej egzystencji, ponieważ pytanie „kim jest człowiek?” przestaje mieć oczywistą odpowiedź, a w jego miejsce pojawia się coraz więcej konkurujących ze sobą narracji, które próbują tę odpowiedź zastąpić, często redukując człowieka do roli funkcji, elementu systemu, użytkownika, konsumenta albo projektu, który można dowolnie modyfikować, a w takiej sytuacji znika coś, co przez wieki było uznawane za fundamentalne – przekonanie, że człowiek posiada wartość niezależną od tego, jaką pełni funkcję i jak bardzo jest użyteczny.
Jeśli bowiem człowiek przestaje być celem, a staje się środkiem, to otwiera się droga do świata, w którym jego godność może być negocjowana, redefiniowana i podporządkowywana różnym interesom, a historia uczy, że takie procesy nigdy nie kończą się dobrze, ponieważ zawsze prowadzą do sytuacji, w której ktoś uzurpuje sobie prawo do decydowania, kim człowiek ma być i jakie miejsce ma zajmować w rzeczywistości.
I właśnie dlatego pytanie „kto ukradł człowieka?” nie jest jedynie retorycznym zabiegiem, lecz próbą nazwania procesu, który dokonuje się na naszych oczach, procesu, w którym człowiek stopniowo traci swoje zakorzenienie, swoją tożsamość i swoją autonomię, a jednocześnie coraz trudniej mu to zauważyć, ponieważ zmiany te są rozłożone w czasie i często przedstawiane jako naturalny rozwój, postęp lub konieczność dostosowania się do nowych realiów.
A przecież w tym wszystkim chodzi o coś bardzo prostego i jednocześnie fundamentalnego: czy człowiek pozostanie kimś, kto posiada naturę, sens i cel, czy stanie się jedynie elementem większego systemu, który go definiuje i kształtuje według własnych potrzeb, bo jeśli przyjmiemy tę drugą wizję, to w rzeczywistości rezygnujemy z człowieka jako osoby i zastępujemy go konstruktem, który można dowolnie zmieniać.
Dlatego to nie jest temat dla wąskiej grupy intelektualistów ani abstrakcyjna dyskusja filozoficzna, lecz sprawa, która dotyczy każdego z nas, ponieważ od odpowiedzi na to pytanie zależy sposób, w jaki będziemy wychowywać dzieci, budować relacje, tworzyć kulturę i rozumieć samych siebie, a jeśli nie podejmiemy tej refleksji świadomie, istnieje realne ryzyko, że odpowiedź zostanie nam po prostu narzucona.
Jeżeli chcesz zobaczyć pełniejszy obraz tego procesu i prześledzić jego źródła oraz konsekwencje, sięgnij do tej rozmowy:
https://www.youtube.com/watch?v=HS6kC01N-vM&t=119s
Bo być może największe pytanie naszych czasów nie brzmi już: dokąd zmierza świat, lecz czy w tym świecie ocaleje jeszcze człowiek – i czy będziemy mieli odwagę go obronić, zanim stanie się tylko wspomnieniem po rzeczywistości, którą sami pozwoliliśmy rozmontować.