Są momenty w historii Kościoła, kiedy trzeba wrócić do fundamentów nie dlatego, że człowiek chce prowadzić nostalgiczne rozważania o przeszłości, ale dlatego, że bez fundamentu wszystko zaczyna się chwiać. Tak właśnie wygląda dzisiejszy kryzys cywilizacji Zachodu i ogromna część kryzysu współczesnego chrześcijaństwa. Nie zaczyna się on bowiem wyłącznie od polityki, ideologii czy rewolucji kulturowej. On zaczyna się znacznie głębiej — od utraty zaufania do prawdy Objawienia, od rozmycia autorytetu Pisma Świętego i od przekonania, że człowiek nowoczesny ma prawo poprawiać Boga, reinterpretować Ewangelię według ducha epoki oraz dostosowywać wieczne prawdy do chwilowych mód kulturowych. Właśnie dlatego encyklika Divino afflante Spiritu papieża Pius XII brzmi dziś tak niezwykle aktualnie, choć została ogłoszona 30 września 1943 roku, w świecie pogrążonym w wojnie, chaosie i ideologicznych totalitaryzmach.
Nie jest przypadkiem, że właśnie wtedy Pius XII postanowił z niezwykłą mocą przypomnieć Kościołowi i światu, czym naprawdę jest Pismo Święte oraz jak powinno być interpretowane. Papież doskonale rozumiał, że człowiek oderwany od prawdy Objawienia bardzo szybko staje się bezbronny wobec propagandy, manipulacji i duchowego zamętu. Wiedział również, że jeśli Biblia przestanie być traktowana jako Słowo Boga, stanie się jedynie materiałem do akademickich eksperymentów, polem ideologicznych sporów albo narzędziem używanym do usprawiedliwiania wszystkiego, co współczesny świat akurat uzna za modne, postępowe czy społecznie akceptowalne.
Dlatego w centrum encykliki nie stoi jedynie kwestia technicznej interpretacji tekstów biblijnych, ale znacznie głębsze pytanie: czy człowiek jeszcze wierzy, że przez Pismo Święte mówi sam Bóg? To pytanie jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ współczesna kultura coraz częściej próbuje traktować Biblię nie jako depozyt prawdy objawionej, ale jako tekst, który można dowolnie przepisywać przez filtr emocji, ideologii i politycznych oczekiwań. Człowiek XXI wieku bardzo chętnie mówi o dialogu, otwartości i nowym odczytywaniu Ewangelii, ale coraz rzadziej pyta o to, czy rzeczywiście chce usłyszeć głos Boga, czy jedynie znaleźć religijne potwierdzenie dla własnych przekonań.
Kościół od początku przypominał jednak jasno i stanowczo, że „Księgi Pisma św. dlatego uznane są przez Kościół za święte i kanoniczne, bo napisane z natchnienia Ducha Świętego Boga mają za autora i jako takie Kościołowi są przekazane”. To zdanie rozstrzyga absolutnie wszystko. Jeśli autorem Pisma Świętego jest Bóg, człowiek nie może traktować go jak zwykłej książki podlegającej dowolnym reinterpretacjom. Jeśli autorem jest Duch Święty, nie można ustawiać własnych opinii ponad Tradycją Kościoła i ponad Magisterium. Jeśli zaś Biblia jest naprawdę Objawieniem, to nie człowiek osądza Słowo Boga, lecz Słowo Boga osądza człowieka.
I właśnie tutaj dochodzimy do jednego z najważniejszych elementów nauczania Piusa XII. Papież z niezwykłą precyzją przypomina, że Pismo Święte nie może być interpretowane w oderwaniu od Tradycji oraz od autorytetu Kościoła. Dla współczesnego świata wychowanego w kulcie indywidualizmu brzmi to niemal jak prowokacja, ponieważ kultura nowoczesna nieustannie powtarza człowiekowi: „sam decyduj”, „sam interpretuj”, „sam ustalaj swoją prawdę”. Problem polega jednak na tym, że religia oparta wyłącznie na prywatnej interpretacji bardzo szybko przestaje być chrześcijaństwem, a staje się projekcją własnych emocji, poglądów i ideologicznych oczekiwań.
Pius XII doskonale widział również niebezpieczeństwo drugiej skrajności, czyli redukowania Pisma Świętego do czysto akademickiej analizy oderwanej od życia duchowego. W encyklice przypominał, że egzegeci nie mogą zatrzymywać się jedynie na analizach filologicznych, archeologicznych czy historycznych, ponieważ ich podstawowym zadaniem jest ukazywanie „jaka jest teologiczna nauka poszczególnych ksiąg i tekstów odnośnie do spraw wiary i moralności. Dzięki temu ich komentarz do Pisma św. okaże się pożyteczny (…) wszystkim wiernym, ucząc ich wieść życie święte, odpowiadające godności chrześcijanina”.
To zdanie powinno dziś wybrzmiewać szczególnie mocno. Pismo Święte nie zostało dane człowiekowi po to, aby jedynie poszerzał swoją wiedzę religijną albo imponował innym znajomością historycznych kontekstów. Biblia została dana po to, aby prowadzić człowieka do świętości i do Chrystusa. Jeśli interpretacja Pisma nie prowadzi do nawrócenia, jeśli nie prowadzi do przemiany życia, jeśli nie prowadzi do prawdy i świętości, wtedy nawet najbardziej błyskotliwa analiza może okazać się duchowo jałowa.
Współczesny świat bardzo często próbuje oswoić Ewangelię poprzez jej nieustanne „aktualizowanie”. Problem polega jednak na tym, że bardzo często pod słowem „aktualizacja” kryje się po prostu próba rozbrojenia chrześcijaństwa z tego wszystkiego, co wymagające, radykalne i niewygodne. Dlatego tak często słyszymy dziś wezwania do reinterpretacji moralności, redefinicji grzechu albo dostosowywania nauczania Kościoła do aktualnych trendów kulturowych. W praktyce oznacza to próbę stworzenia religii, która nie będzie już stawiać człowiekowi wymagań, ale jedynie zapewni mu psychologiczny komfort.
Pius XII przypomina jednak, że celem Pisma Świętego jest prowadzenie człowieka do Chrystusa, a nie do wygodnego samopoczucia. Papież pisze:
„Do Niego więc, do naszego Zbawiciela najmiłosierniejszego, mamy ze wszystkich sił wszystkich z powrotem doprowadzić. (…) Innego fundamentu nikt nie może położyć, poza tym, który jest położony, Jezusa Chrystusa”.
To zdanie brzmi dziś niemal jak akt sprzeciwu wobec świata, który coraz częściej próbuje budować cywilizację bez Boga, moralność bez prawdy i duchowość bez nawrócenia. Tymczasem chrześcijaństwo nie opiera się na emocjonalnym doświadczeniu ani na społecznej akceptacji, ale na osobie Jezusa Chrystusa. To właśnie dlatego św. Hieronim mówił jasno: „Nie znać Pisma św., to nie znać Chrystusa”.
I tutaj pojawia się problem niezwykle bolesny dla współczesnego człowieka. Wielu ludzi zna dziś pojedyncze cytaty z Biblii, ale nie zna Chrystusa. Wielu wykorzystuje fragmenty Ewangelii do wspierania własnych poglądów politycznych lub ideologicznych, ale jednocześnie odrzuca wszystko to, co w nauczaniu Chrystusa jest wymagające, radykalne i niewygodne. Człowiek nowoczesny chce często Chrystusa pocieszającego, ale nie Chrystusa wymagającego. Chce Chrystusa potwierdzającego jego wybory, ale nie Chrystusa wzywającego do nawrócenia.
Właśnie dlatego encyklika Piusa XII pozostaje tak niezwykle aktualna. Papież przypomina bowiem, że Biblia nie jest własnością ideologów, aktywistów ani współczesnych inżynierów społecznych. Pismo Święte należy do Kościoła i zostało dane człowiekowi jako droga do zbawienia. Nie po to, aby eksperymentować na Objawieniu, ale po to, aby odkrywać prawdę, która przekracza ludzkie mody, polityczne systemy i zmieniające się epoki.
Kiedy dziś patrzymy na chaos interpretacyjny, na próby przepisywania chrześcijaństwa według ducha świata oraz na nieustanne osłabianie autorytetu Tradycji i Magisterium, coraz mocniej widać, jak prorocze było nauczanie Piusa XII. Papież rozumiał, że kryzys cywilizacji zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje słuchać Boga, a zaczyna słuchać wyłącznie samego siebie. Właśnie wtedy Biblia przestaje być światłem prowadzącym do prawdy, a staje się narzędziem używanym do usprawiedliwiania własnych opinii.
I dlatego dziś trzeba powiedzieć jasno: Pismo Święte nie zostało dane człowiekowi po to, by dopasowywać je do świata. To człowiek ma dopasować swoje życie do prawdy Objawienia. Tylko wtedy Biblia pozostaje naprawdę Słowem Boga, a nie jedynie religijnym dodatkiem do współczesnej ideologii.